Fred miał pracę w Belfaście, zawiózł mnie pod Centrum nieco wcześniej. Ponieważ drzwi zastałam zamknięte (a pogoda z tych psich), zwyczajowo zaszłam do ulubionej kawiarni, gdzie obsługa właśnie kończyła dekorowanie wnętrza w stylu bożonarodzeniowym. W pracy dzień jak co dzień, za oknem trochę też (pół dnia leje, po powrocie do domu wieje). Albo zapomnieliśmy kotu otworzyć okno, albo wiatr je zamknął, bo zastałam Ryszarda i mieszkanie ciepłymi przemile. Było obrażone wielce Ryszardowe sikanie do kuwety — na psią pogodę już go po zmroku nie wypuszczę. Dopijam, co tam było do dopicia i słucham jak za oknem jakiś celtycki bożek przegania niebiańskie barany w kierunku Na Monaidhean a Deas.
A fakt, od 2 listopada już się zaczyna handlowe Boże Narodzenie. Nienormalne deko.
OdpowiedzUsuńJa chyba powoli akceptuję fakt, że ludzie dzielą rok na kilkutygodniowe wstępy do jednodniowych wydarzeń.
UsuńW naszym kraju, także już świąteczne gadżety w sklepach-dziwne, ale już się przyzwyczailiśmy.
OdpowiedzUsuńSerdeczności zostawiam i rozglądam się u Ciebie, aby Cię poznać😊🌻
@Morgana, świata nie zmienię, a jak tak się zastanowić, jest to miłe, że ludzie próbują sobie codzienność upiększyć.
Usuń