Mój Kochany wrócił bardzo późno, położył się obok mnie ok. czwartej nad ranem. Zerwałam się o szóstej, żeby przed południem wyskoczyć na godzinę do miasta po materiały do mojej pracy elfa. Ponieważ w budynku w którym będę pracowała nie było woźnego, nie poszłyśmy dzisiaj na obwąchanie nowych kątów, ale rozmowa z Gronją była spoczko (może się załapię na darmowe lekcje irlandzkiego) i wzięłam do domu materiały na jutro.
Wieczorem wiatr za oknem szaleje. Fred jest w Dublinie, strawiłam większość czasu po jego wyjeździe na genealogii. Zrobiłam pranie, więc wyszło też prasowanie rzeczy już wypranych (nie było tego dużo), czyli Midsomer, sezon 16, odcinek 2. W międzyczasie Kochany zadzwonił, zaśpiewał mi przez messengera kawałek Domowego przedszkola i pomachał jedzonym akurat kabanosem. Co do nowej lektury nadal nie zdecydowała, ale mam w ręce ściągnięty z półki podręcznik Środy Etyka dla myślących (Czarna owca, 2020) ... kto wie.
Też powinienem był pranie zrobić. Już w sobotę nawet.
OdpowiedzUsuńI jak, zrobiłeś? :)
UsuńDziś. Tzn w trakcie jestem.
Usuń