Nie będę się nad tym rozwodziła. A z miłych rzeczy, obiad zrobiłam sobie dobry. I znalazłam potwierdzenie tożsamości pradziadka Kazimierza, ur. w Piotrkowie. Wprawdzie wkopałam się na rozmowę z promotorką (to na jutro i już mi siedzi w głowie), ale to dlatego, że nie mam innego wyjścia. Fred bieży ku mnie z Północy, obiad dla niego wstawiony. Kot śpi najedzony (paszteciku zostawionego rano przez męża nie chciał zjeść, bo mucha oblepiła je jajkami, ble!). O horrendalnym opodatkowaniu nowego przychodu nie ma co dzisiaj myśleć, bo myśliwi kontra ludzie = tak! Miałam napisać, że z szaleństw planuję herbatę z cytryną. Niestety w lodówce nie ma cytryny :I
Na Mazurach też z nocą pochłodniało, ale dniami przez najbliższy tydzień nadal ma być w okolicach 10 stopni.
OdpowiedzUsuńChłód najbardziej odczuwam przed obiadem, taka zagwozdka.
Usuń