Dobry dzień w pracy, spokojny i miło spożytkowany. Kochany przywiózł mnie do Centrum, a po południu spotkaliśmy się na kaffce w Czarnej. Z randki kawowej udaliśmy się do polskiego sklepu, potem Fred maszerował przez miasto z kartonem czerwonego barszczu w dłoni. Przy okazji zajrzałam do Izoldy, żeby ją dopytać what's up. A what's up jest takie, że jeszcze będąc w pracy dostałam bardzo niepokojącą wiadomość od Martaszki. Właśnie się zwolniła, ale jej narracja na ten temat była cokolwiek nietypowa. Może to tylko nieumiejętność przekazania faktów, może rzecz grubsza ...
Wieczór z Nickiem Cavem i oparami wolno gotującego się gulaszu à la Woland. Okazuje się, że kiedy kończą się krokiety, zaczynają mi smakować słone paluszki maczane w barszczu (i proszę: Fred też tak miał, gdy był małym Fredem). Od słowa do słowa mąż wręczył mi część prezentu rocznicowego: suszarkę do włosów (panasonic eh-n65). Dobrze, że się wtedy spotkaliśmy, bo co ja bym teraz robiła? A że Kochany był kiedyś podobny do dziadka Staszka, a teraz zaczyna wyglądać jak dziadek Bronek, to już w ogóle bym się nie dowiedziała, zniknęłoby w Drodze Mlecznej, jak nie powiem co.
z Nickiem Cavem mogłabym spędzać każdy wieczór
OdpowiedzUsuń@Teatralna, każdy może nie, to byłoby za dużo mroczności w codziennym życiu. Ale od czasu do czasu zdecydowanie mistrz :)
Usuńno ale kiedy ja taka mroczna jestem ;-)
UsuńLibię jak w domu się razem gotuje. Fajnie jest celebrować zwykłe chwile. 😀
OdpowiedzUsuńMaB, po prawdzie to gulasz był robiony przez męża. Ale kupne krokiety ja podsmażałam :D (gulasz jest dopiero na dzisiaj). Prawda, dobrze jest robić razem zwykłe rzeczy i mieć z tego zaciesz :)
UsuńKarton barszczu w znaczeniu, że to taki litrowy jak soki? Czy może był karton, a w środku torebki z barszczem (10 sztuk dajmy na to) do rozpuszczenia/ugotowania?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, barszcz jako zupa w kartonie. Dodaję tylko majeranku i gra muzyka.
UsuńAha. Teraz jasne.
UsuńKiedyś dodałem majeranku do kopytek i od tego czasu mam uraz. Do majeranku :)