Pogoda dla kaczek i mew, lało i wiało od samego świtu, więc oczywiście do kolekcji rano autobus spóźniony. Najpierw absorbowałam wilgoć chowając się za winklem (po tej stronie drogi nie ma wiaty przystankowej), a potem mocno trzymałam się fotela, gdy kierowca nadrabiał stracony czas. Nieoczekiwane bonusy? Zarówno w drodze do miasta, jak i po południu nie płaciłam za bilet.
Po przyjeździe do Drołdy w zacinającym deszczu tak wyciągałam nogi, że przegoniłam o spory dystans Sprzedawcę Butów, czego nie omieszkałam mu uświadomić, gdy spotkaliśmy się przy kasie w Czarnej. W ogóle, trzymał się mnie dzisiaj irlandzki humor. Bridżet zauważyła to podczas lunchu w przeludnionym schowku na szczotki na drugim piętrze Centrum, gdy tłumaczyła, dlaczego zwala wszystkie obowiązki kontaktu z TPTB na Alis, chociaż mają równorzędne stanowiska. You simply think she's just better. Humor utrzymywał mi się, gdy Rona zapytała dlaczego używam jej kubka, jej bo z literką R (uwaga, to był dowcip taki irlandzki, więc pociągnęłam temat, odparłam, że byłam pewna, że chodzi o Royalty). A tak w ogóle kupiłam kolegom pączki i wcisnęłam kit, że ich zjedzenie przyniesie im szczęście. Za oknem szaruga, w budynku same ciche myszki; siedziałam głównie z Lukiem i Katrin, trochę plotkowałyśmy, trochę przejrzałam zawartość kilku komputerów.
Dobry nastrój nie opuścił mnie i w drodze powrotnej. Did you buy ice creams? zagadnęłam Ann, mieszkankę domu na kółkach, rozwódkę, miłośniczkę samotnych spacerów i Rory'ego Gallaghera (sporo informacji jak na 10 minut rozmowy). Kupiła! I nawet wyciągnęła pudełko, żeby mi pokazać. Lody o smaku karmelu i brownies, firmy Ben & Jerry's. Potem już mogłyśmy czekać ile z tej okazji autobus będzie miał spóźnienia. A jednak, imaginujecie sobie państwo, autobus przyjechał przed czasem. Klątwa nie zadziałała. Bywa i tak.
W domu obiad, pączek z nadzieniem truskawkowym zjedzony w połowie, rozmowy z małżonkiem o samochodzie (jeszcze w pracy umówiłam Kochanego na sobotę ze sprzedawcą) i innych takich. Potem już tylko czytanie do końca Rozdartej zasłony (Znak, 2016).
"Rozdarta zasłona" jest chyba jak na razie najsłabszą częścią cyklu.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, nie wiem, która książka jest najsłabsza z pięciu, ale druga wydała się mi być lepszą od pierwszej.
UsuńI OK. Ja to tak oceniam patrząc wstecz po lekturze wszystkich pięciu. Z "Rozdartej zasłony" najmniej utkwiło mi w pamięci.
Usuń