Strony

piątek, 2 lutego 2024

Postscriptum #1509.

Obejrzałam pierwszy odcinek Shroud for a Nightingale, czyli Dalgliesha z roku 1984. A Fred w Jeleniej poszedł na Kosa (2023) i teraz żałuje, że nie poszliśmy razem, bo nie może mi opowiedzieć wszystkiego i musi czekać z dogłębną analizą. Poza tym Kochany już zakupił karton i będzie wycinał korony. 

Wśród dobrych uczynków na jutro: zagadać do Aś.

14 komentarzy:

  1. Ja chyba zacznę oglądać "Inspektora George'a Gently'ego" (2007-2017), serial z akcją w latach 60. ubiegłego wieku w północno-wschodniej Anglii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, sama oglądałam i oglądam. Doskonale zrobiony serial.

      Usuń
    2. Serial jest oparty na sprawdzonym schemacie, ale niewątpliwie coś w sobie ma. A po obejrzeniu dwóch przypadkowych odcinków jestem ciekawy, czy każdy zamyka się dość makabryczną sceną wieszania ujętego mordercy.

      Usuń
    3. Dick Gently's Detective Agency (jeśli o tym serialu mowa) to cacuszko, zrobiony na podstawie książki kultowego autora, tego który napisał Autostopem przez Galaktykę Ach! Aż żałuję, że już oglądałam!
      Innyglos

      Usuń
  2. Ja też byłam w kinie na "Kosie". I też w Jeleniej Górze. I podobnie jak Woland, uważam, że świetny film. Niby kameralny, a tyle się w nim dzieje. Wielowarstwowy. Wizualnie świetny. Zabawny i straszny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Agniecha, w sumie jeszcze filmu z Wolandem nie omówiliśmy, więc nie wiem czy uważa go za świetny (to taka niespodzianka będzie). Na pewno go zaskoczył. Obejrzałam trailer, pachnie Tarantino, ale jednocześnie przypomina mi z jakichś powodów "Miasto 44" (i to nie jest złe skojarzenie).

      Usuń
    2. No to ciekawam jego opinii.
      Jakie znowu korony?

      Usuń
    3. Był moment, mniej więcej w połowie filmu, gdy pomyślałem: "Dlaczego ja oglądam ten kał?!", naprawdę zastanawiałem się czy nie wyjść z kina. To było po którejś z kolei filmowej volcie, tak wysoce nierealistycznej, że aż groteskowej. I nagle mnie olśniło: Przecież to właśnie jest groteska, gorzka groteska. Postaci z filmu nie mają być wierne oryginałowi, akcja celowo jest od akcji możliwej odległa o lata świetlne. Każda postać, to personifikacja cech nurtu, który reprezentuje w obrębie swej klasy społecznej. Mało tego, niezwykle łatwo przychodziło mi do głowy wyobrażenie sobie tych samych osób we współczesnym świecie. Gdy to odkryłem, film oglądało mi się już świetnie. Właściwie jedynym momentem, do którego bym się przyczepił, to jedno zdanie za dużo powiedziane przez postać graną przez Więckiewicza. Niepotrzebnie wyjaśnił wady narodowe wykpiwane przez ten film, bo są one zagrane aż za dobrze. Na szczęście genialna końcówka przykryła tą gafę. A już ostatnie chyba słowa w filmie "SO..., WHATS THE PLAN?" wprawiły mnie w ekstazę. Klapki w moim umyśle zaczęły się otwierać jedna po drugiej, jakby otwarcie jednej pociągało efektem domina otwarcie kolejnej.
      Korony...? Korony mają być obskurne, brzydkie , prowizoryczne i tanie. Stanowią element kostiumów dwóch aktorów z powstającej etiudy filmowej.

      Usuń
    4. Powiem Ci Wolandzie, że mój organizm szybciej niż ja załapał, że "Kos" to ironia i farsa oraz przedstawienie symboliczne, bo co chwila chciało mi się śmiać, a czasem nawet nie udało mi się tego śmiechu powstrzymać, w najbardziej nieodpowiednich momentach. Poważna publiczność na mnie psykała.
      Kojarzy mi się ten film z "Weselem" Wyspiańskiego, nie wiedzieć czemu.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. @FrauBe, @Agniecha, korony na głowy :D

      Usuń
    2. No właśnie! W jakiej sprawie te korony?

      Usuń
    3. @FrauBe, tak jak powyżej napisał Fred:

      "Korony...? Korony mają być obskurne, brzydkie , prowizoryczne i tanie. Stanowią element kostiumów dwóch aktorów z powstającej etiudy filmowej"

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.