Czwartek
Kochany miał zdecydowanie więcej ekscytacji (np. bardzo długi spacer z czterema psami), u mnie poranna radość z użycia wełnianych skarpet i powtarzalne nudy. Wieczorem rozmawialiśmy sobie o mężowskim kursowaniu po trasie nadbobrzańskiej (w tle u męża śpiewał Dyjak). Cieszę się, że plany Freda posuwają się do przodu. Tęsknię, dłubię, piorę, doprawiam.
Piątek
Miało nie padać, tak mówiła prognoza internetowa. Shame on you tak kłamać, prognozo (nie od rana, ale jednak). W Centrum zapracowałam na podwójną pensję: trzy godziny z atencjuszami i nikomu nie odgryzłam łba (po prostu jestem w tym dobra, ale tylko Wielki Bóbr wie ile mnie to kosztowało). Po dwunastej pożegnałam się z wszystkimi i poszłam na obiad do CG, potem powędrowałam na zasłużoną kaffkę w Czarnej i zakupy spożywcze do Tesco. Plany: najpierw przerwa, potem przez cztery tygodnie robię same miłe rzeczy. Długi weekendzie, przybywaj!
PS. Powrót do domu trochę jednak mną trzepnął. Korzystając z okazji, że pierwszy raz w tym tygodniu wróciłam o ludzkiej porze, gdy na świecie jeszcze jasno, zajrzałam do ogródka na tyłach. W zepsutym karmniku znalazłam padłego szpaka, który musiał się jakiś czas temu zaklinować w tej plastikowej tubie. Biedak :( I nasza to wina, pokrywka od karmnika odpadła i urządzenie nie powinno już wisieć w tym miejscu. Ułożyłam szpaka pod paprocią. Rozsypałam ziarna na trawnik :I (zaraz przyleciały dwie zięby).
Zdanie "Tęsknię, dłubię, piorę, doprawiam" przypomniało mi piosenkę Przybory "Chodzę sobie, zbieram rutkę" :D
OdpowiedzUsuńhttps://www.youtube.com/watch?v=QQXMA-EcjY8
(wykonanie Barbary Wrzesińskiej jest lepsze)
@Dariusz, nigdy wcześniej nie słyszałam :D
UsuńTo z Balladyny 68
Usuń(nagranie marne, ale warto obejrzeć)
https://www.dailymotion.com/video/x7v0i6g