Nawet podobają mi się te domowe tropiki. Po pracy wchodzę na chatę, a tam 25 stopni i można bieżeć w krótkim rękawku. Ale sprawa już zgłoszona do pani w okienku, ciekawe kiedy pojawi się specjalizda od termostatu.
Kochany spał smacznie, gdy rano wyjeżdżałam, za to po południu zabrał mnie z miasta naszym bezszelestnym samochodem (zapatrzona w telefon mogę nie zauważyć, że podjeżdża; takie to nastąpiły zmiany w naszym życiu), zrobił nam obiad, a nawet swoimi opowieściami o zepsutym grzejniku tak nakręcił Katlin, że wzburzona sąsiadka zaszła do jakiegoś gościa ze skargą. Czekając na obiad skończyłam czytać Gomorę Nowaka/Obirka (Agora, 2021). Nareszcie, bo lektura coś mi się dłużyła. Po obiedzie z przyjemnością wróciłam do trzeciego rozdziału Tokarczuk w tłum. Lloyd-Jones (szkoda, że polską wersję zostawiłam u rodziców, zaraz bym porównała niektóre akapity). W celu czytelniczym zajęłam malutki skrawek łóżka, podczas gdy małżonek systematycznie odgruzowywał pozostałą jego część ze swoich ubrań, które metodycznie układał w szafie (nie była to prosta sprawa, mężowska szafa powoli pęka w szwach od eleganckich koszul i marynarek).
Speculoosami zagryzam herbatę z pokrzywy. Miałam dzisiaj ćwiczyć, ale znowu mi w życiu nie wyszło. Mimo wszystko dobry dzień (poza nasilającym się bólem gardła, bo przecież nic nie jest idealne), poćwiczę jutro. Αύριο.
Auto elektryczne, że bezszelestne?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, bezszelestne w porównaniu z poprzednim, które podjeżdżając wydawało z siebie charakterystyczne dźwięki.
UsuńAaa... Bo ostatnio, gdy mijał mnie nocą autobus miejski, elektryczny właśnie, zwróciłem uwagę na to, że prawie w ogóle go nie słychać.
OdpowiedzUsuń