Sobota nanoszenia poprawek, podrzucania Piesełowi smaczków i szwendania się po domu. Fred wrócił dopiero o szóstej, z nowymi skarpetkami dla małżonki (bo mi czyste wyszli); zjedliśmy, wysłuchałam kilku różnych wersji Now is the winter of our discontent made glorious summer (Olivier, Morrisey, Fiennes, Pacino, McKellen). O dziesiątej byliśmy już po spacerze z Piesełem (doszliśmy do zagrzybionego ronda, bardzo miły spacer, pogoda bezwietrzna, łagodna). Zmywarka szemrze; klikamy.

Ładne wieczorne chmurki.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, kiedy nie pada, jest naprawdę przyjemnie (pomimo braku upałów).
Usuń