Wyjechaliśmy na wieś po mój paszport (potrzebny do zaświadczenia o niekaralności), przy okazji pralka poszła w ruch, a my w tym czasie grzebaliśmy w ogrodzie (kilka chabazi zostało wyciętych, Kochany skosił trawnik przed domem). Lawendy, żurawki, hortensje i krokosmia są w pełni kwitnienia. Były krótkie rozmowy z Katlin, Anną i jeszcze jedną sąsiadką (?), która podeszła pochwalić nasz zakątek.
Po ponad godzinie kręcenia się w obejściu wyjechaliśmy do Drołdy, szwendać się w Woodisie i Lidlu. Kochany chciał kupić gazebo, ale myśl wymaga dopracowania. Powrót do Pieseła, obiad (łosoś smażony, sałatka z pora, chleb), wyjazd do kawiarni, szwendactwo po mieście (tym razem Fred zaprowadził mnie w kierunku miejsca w którym kiedyś pracował jako wolontariusz). Wstąpiliśmy do Carroll's Books, kupiłam zbiór opowiadań Kafki. Wieczorem zadzwoniłam do rodziców, którzy po południu próbowali ratować małego kotka potrąconego przez samochód. Nie udało się im, kot zmarł w drodze do weta. Przydałby się podręczny dezintegrator do ekologicznej anihilacji piratów drogowych, taki składany.





To wszystko wasze kwiatki? Bardzo ładny zakątek.
OdpowiedzUsuń(u mnie panowie od koszenia trawników w zeszłym tygodniu skosili malwy rosnące pod blokiem na przeciwko, nawet w tym roku nie zdążyły zakwitnąć)
@Dariusz, nasze, malutki zakątek przed domem; Ryszard lubił wysiadywać w chaszczach widocznych na drugim zdjęciu.
UsuńTe czerwone, trochę podobne do mieczyków (drugie zdjęcie od dołu) - co to? Najbardziej mi się podobają.
Usuń@Dariusz, mieczyki niestety nie zakwitły, a to czerwone to jest krokosmia Lucyfer.
Usuń