Strony

czwartek, 18 lipca 2024

1675. Nienormalni.

Deszczowo i ciepło. W pracy wyklejałam (równie zajmujące zajęcie jak wczorajsze pompowanie balonów), jutro też pewnie będę głównie wyklejać. W jakimś tam sensie dobrze, nie trzeba myśleć, nie trzeba zaglądać do papierów. Fred przyjechał pod Centrum, zapakowałam się i od razu ruszyliśmy do El Paso ... na kawę. Zamiast wrócić na chatę jak normalni ludzie (przy założeniu, że normalni ludzie po pracy idą do kawiarni), kręciliśmy się po mieście, ja z książką w ręce (znowu wstąpiliśmy do Carroll's Books).

Spacer nie miał wyraźnego celu, doszliśmy do rzeki Castletown i wróciliśmy do punktu wyjścia przez park św. Heleny, Mary St N, Seatown i Chapel St. Całkiem spore kółko.

Wyszło więc tak, że byliśmy w domu o siódmej, Kochany zrobił obiad na ósmą (chmury, które gromadziły się na horyzoncie przez cały czas naszego spaceru, w końcu spadły na osiedle). W międzyczasie rozmowa ze świekrą, złożenie życzeń. Do późna oglądaliśmy Filipa (2022) Kwiecińskiego, z przerwą na spacer Freda z psem. Mogłabym siedzieć, gadać, pisać. Po wczorajszym jako takim odespaniu, znowu hoduję zmęczenie.

2 komentarze:

  1. Twój pierwszy Dalgliesh, czy już któregoś czytałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, pierwszy. Z P.D. James do tej pory czytałam tylko jej ostatnią książkę (kryminalną kontynuację "Dumy i uprzedzenia").

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.