Środa
W pracy nudy (taki z niej pożytek, że młodzież zachęciła mnie do obejrzenia Śmierci Stalina). Za oknem leje od rana do wieczora z różną intensywnością. Moje Kochanie podwiózł mnie do pracy, po czym zjechał na wieś zrobić pranie i pojawił się pod Centrum, gdy skończyłam. Poszliśmy jeszcze do polskiego sklepu obkupić się herbatami i do Il Forno na obiad (początkowa idea była inna, ale w Czarnej o tej porze tłumy). Po obiedzie wróciliśmy do Pieseła, rozsiedliśmy się przy herbatach, obejrzeliśmy Śmierć Stalina (2017). Pojawiło się okienko pogodowe: między kałużami, ale mogliśmy wyspacerować psa. Wszystko to do wpół do dziesiątej. Jeszcze chwila zwątpienia przed ekranem (czy warto coś rozgrzebywać? nie warto) i pora spać.
Czwartek
równie szary (przynajmniej pierwsza połowa). W przerwie na lunch odebrałam nowe okulary; od razu rzuciły mi się wory pod oczami i opadające powieki, zgroza (chcę wierzyć, że to z niewyspania). Po południu wróciłam do miasta autobusem pospiesznym (€9.50) i pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po wejściu do domu, było umycie głowy. W tym czasie Fred, najlepszy z mężów, już pichcił wątróbkę jagnięcą, żebym nie umarła z głodu z włosami czystymi bez sensu. Po pysznym obiedzie mężowskim siedliśmy do pierwszego odcinka serialu After Life (2019). No i tu Pieseł mnie zadziwił. Najpierw rozpoznał, że występuje w nim inny pieseł i podbiegł do ekranu, żeby go nam pokazać. A potem to:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.