Od początku dnia poczucie zagubienia, czytam i nie mogę zacząć działać, ściągam i zakładam okulary, bo tak źle i tak niedobrze. W końcu rozbolała mnie (od tego?) głowa, poszłam nawet leżakować. Rozjaśniło się dopiero po powrocie Kochanego (na zewnątrz odwrotnie, ściemniło się i zaczęło padać); zjedliśmy spaghetti milion kalorii; rozmawiałam z mamą (upewniałam się w temacie pogody i tak ogólnie, pogadanka); Fred również odbył kilka rozmów telefonicznych w ramach gryzmolenia planów.
Obejrzeliśmy Zagubionych (2015) Zelenki. Pod koniec dnia łeb nie boli, jak rynkom odjon, cud; idzie ku lepszemu, mili państwo, pełznie, ale tam, gdzie warto.
No i OK.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, faktycznie okej :)
UsuńNiech będzie lepiej!
OdpowiedzUsuń@Agniecha, jest, dziękuję. Wyjeżdżamy, więc chmury nad głową rozwieje wiatr na wschodzie :)
UsuńMoja głowa też nawala. Mam w domu rozpierduchę za sprawą malutkich oszołomów na czterech łapkach. Po prostu Armagedon!
OdpowiedzUsuń@FrauBe, współodczuwam. Co takiego się stało z maluchami?
Usuń