Strony

wtorek, 24 września 2024

1743. Coś tam coś tam.

Znowu nie mogłam wieczorem zasnąć. Rzeczywiście, to chyba temperatura, odzwyczaiłam się od nocnego ciepła; śpimy przy otwartym oknie, lubię chłód. Pół dnia zmitrężyłam na działalności nieuchwytnej, potem oddałam się czynnościom niewdzięcznym i czasochłonnym. Wyciągnęłam starego laptopa nieużywanego od ponad roku i cierpliwie sprawdzając od czasu do czasu stan baterii skopiowałam na niego część zdjęć z ostatnich miesięcy. Wybebeszyłam i odkurzyłam stolik nocny, co nie było taką prostą sprawą i nastroiło mnie negatywnie do świata (musiałam przy okazji posortować i zaktualizować kilka pudeł z kosmetykami; powinnam  ich używać, mruczałam do siebie). W sypialni przetarłam ścianę pod oknem i przylegający do niej grzejnik (był brudny i powinien pozostać brudny; Rysio odbijał się z niego wracając do domu przez okno). Wzbijałam tumany kurzu, który mnie podrażniał i uruchamiał czarnowidztwo. Zrobiłam obiad. Arghhh.

Seans niespodziewany: na 35mm.online obejrzeliśmy z Kochanym przedziwny film Hasa, Osobisty pamiętnik grzesznika przez niego samego spisany (1985); trzeba przyznać, że solidnie ryje bańkę.

2 komentarze:

  1. A u mnie na odwrót - od powrotu ze wsi zasypiam coraz szybciej i coraz krócej netuję nocami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, bywa i w drugą stronę. W naszym przypadku chodzi o zbędne podgrzanie domu. Ale już noce zaczęły się ochładzać, Kochany zauważył to nad ranem.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.