Sobota
Szara jesień. Obudziłam się tuż przed tym, gdy Kochany wychodził do pracy. Przy śniadaniu obejrzałam podsumowanie 12 dnia Aki-basho. Resztę dnia spędziłam coś tam ustawiając, coś tam prasując, słuchając audiobooka, obierając marchewki, zerkając na skrót dnia 13 Aki-basho oraz walkę Ōnosato z Hoshoryu dnia 14.
Niedziela
Pierwszy oficjalny dzień jesieni. Nie widzę różnicy, szaro i cicho.
__
edit 18:35 Kochany już w domu, oboje jesteśmy po obiedzie (średnim, ryż był dobry, ale wołowina ze sklepowego gotowca mnie nie powaliła i wszystko oddałam mężowi). Dzień minął nie wiadomo kiedy. Rozmawiałam telefonicznie z mamą; odnoszę wrażenie, że rodzice powoli przygotowują się do remontu piętra. Po tym jak wczoraj skończyłam słuchanie szóstego tomu Agathy Christie, dzisiaj wróciłam do Dziadów i dybuków Kurskiego oraz zaczęłam czytać Fossego Scenes From a Childhood. Coś z tego pewnie skończę przed przyjazdem szwagrostwa.
Serio to już jesień? Nienawidzę...
OdpowiedzUsuń@FrauBe, bardzo serio. Lubię jesień. Moje obecne niepokoje są raczej związane z pracą, a pora roku nie odgrywa aż tak dużego znaczenia (choć wolę oczywiście, gdy jest ciepło i bezwietrznie).
UsuńDla mnie, depresyjnej, ważne jest światło, a tego będzie coraz mniej. Ciemności doprowadzają mnie do rozpaczy.
UsuńJa zauważam, że się coraz wcześniej ciemno robi.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, uciekanie dnia było dla mnie najbardziej widoczne zaraz w lipcu. Lato tego roku nie było u nas szczególnie rewelacyjne, mieliśmy też mniej czasu na wspólne wędrówki, może dlatego nie czuję tej jesieni dobitnie. Przyszła :)
Usuń