Strony

wtorek, 3 września 2024

1722. Ponownie w drodze.

Dzień pożegnań.







Mama wzięła sobie wolne, tak powstała niedziela we wtorek. Rosół. Kartofle z kefirem.

Wyjechaliśmy ze wsi trochę wcześniej, żebym mogła podjąć kolejną próbę (tym razem udaną) przesłania kasy za OC. Poszło szybko, pan "z okienka" bez okienka był bardzo pomocny. Na lotnisku zważyłam i nadałam bagaż, był czas na wspólne jedzenie, wciągnęliśmy więc drugi obiad, potem rurki z kremem w Coście. Mam wrażenie, że hedonistyczne zwyczaje rozlewają się i uzupełniają z obydwu stron, z moich zwyczajów z Kochanym, ale też z domowego zalegania z rodzicami. Mam świadomość, że normalni ludzie nie chodzą na obiad na lotnisko. Nie jesteśmy normalni, takie rzeczy mogą skutkować wyobcowaniem, ten stan mi odpowiada, stał się częścią mojej natury.

W dużej walizce przewoziłam rzeczy zakupione przez Freda w Empiku, znalazłam między nimi Białość Jona Fossego (ArtRage, 2024); że stron tylko 42, wszystkie przeczytałam za jednym posiedzeniem w fotelu 20D. 

Sam lot był spokojny, przyziemienie dość agresywne i głośne. Bez zwłoki ruszyłam do wyjścia, odebrałam bagaż, Kochany już na mnie czekał z bukietem białych róż. Droga do domu jak we śnie, jechaliśmy, miałam déjà vu. W tym półśnie tak się zawzięłam, że po dziewiątej byłam już rozpakowana, kwiaty w wazonie, ja w szlafroku, pachnąca żelem pod prysznic. Znowu od siebie do siebie, jak ludzie żyją nie podróżując?

2 komentarze:

  1. No właśnie, jak ludzie żyją nie podróżując? I nie jedząc na lotniskach też?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Mo., po swojemu, inaczej, tyle wiem. Bywam bardziej przygnębiona, gdy nie mogę wyjść z domu, żeby zmienić krajobraz. Pewnie są jakieś inne sposoby na walkę ze stresem, ja mam tak.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.