— Burbon, Szwagrowski pociągnął nosem zanurzonym w torebce świeżo otwartej kawy (serce rośnie na takie proste radości).
— O, widzę hedonizm, Kochany prześmiewczo pogroził palcem.
Szwagier wszedł w to jak w masło.
Szwagier wszedł w to jak w masło.
— Dni hedonistów są policzone ...
— Każdego są dni policzone, tylko nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, dokończył triumfalnie Fred.
Po śniadaniu zadzwoniłam do mamy. W domu lepiej, rodzice wyszli z przeziębienia, które ich męczyło cały tydzień (mama przywlokła złośliwego bakcyla z pracy, jak zwykle). Ale smutek, bo Maksiu chory, będzie miał diagnostykę serca (ma kilka guzów do usunięcia, jednak nie wiadomo, czy jest dość silny na operację). Opowiedziałam nasze njusy, że goście, że jemy, że mam tajemniczą alergię.
Śniadanie gości; rozmowa o rodzinnych patologiach. Wiatr i deszcz. Pojechaliśmy do Dublina, ponieważ kolejnym marzeniem kulinarnym Szwagrowskiego był tradycyjny Sunday roast. W praktyce okazało się, że trudno jest o tak późnej porze zamówić stolik w kultowych miejscach. I cóż, ruszyliśmy do stolicy na ślepo. Kochany zaparkował przy Merrion Sq, gdyż w planach była też galeria. Za €19 na głowę Fred kupił bilet na objazdowe impresjonistki, a ponieważ mieliśmy jeszcze chwilę do wejścia (bilety były na 3:15), Szwagrowski zaprosił nas na kawę do Coffeeangel na 15 Leinster St S. Potem galeria, przede wszystkim Berthe Morisot i Mary Cassatt; mało było piesków, kotków wcale.
Po galerii byliśmy gotowi na obiad. Szwagrowski zaproponował miejsce z którego ostatnio zrezygnowaliśmy z powodów logistycznych, Devitts Pub na 78 Camden St Lower.
Skusiłam się na risotto z grzybami, bardzo smaczne, nieuczulające ;)
Przez kilka ostatnich dni wieczorami jestem coraz bardziej zmęczona, teraz nie inaczej. Goście już śpią, mnie kusi jeszcze jedna herbata; za oknem wzmaga się wiatr (podobno rano ma być u nas lepiej, oko bezimiennego sztormu jest znacznie niżej na mapie). Od jutra powrót do zwykłości.
Przez kilka ostatnich dni wieczorami jestem coraz bardziej zmęczona, teraz nie inaczej. Goście już śpią, mnie kusi jeszcze jedna herbata; za oknem wzmaga się wiatr (podobno rano ma być u nas lepiej, oko bezimiennego sztormu jest znacznie niżej na mapie). Od jutra powrót do zwykłości.


We własnym łóżku wyśpisz się lepiej.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, to nie tylko łóżko, ale zobaczy się :)
UsuńJa mam tak, że jak nie zasnę do 24 to później spać nie mogę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam na nowy post :) jusinx.blogspot.com.