Strony

niedziela, 29 września 2024

1748. Niedziela w Dublinie.

Pod wieczór ścięło mnie konkretnie, ale znowu budziłam się i kręciłam w drugiej części nocy. Pogoda nie pomagała, zaczęło mocniej wiać, przez co wiatr stukał drzwiami od łazienki (okno było tam uchylone, przymknęłam je dopiero nad ranem). Znowu więc wyszłam z wyrka wcześnie, za mną Fred, goście tradycyjnie, najpierw Szwagrowski zrobił dwie poranne kaffki dla żony.

Burbon, Szwagrowski pociągnął nosem zanurzonym w torebce świeżo otwartej kawy (serce rośnie na takie proste radości).
O, widzę hedonizm, Kochany prześmiewczo pogroził palcem.
Szwagier wszedł w to jak w masło.
Dni hedonistów są policzone ... 
Każdego są dni policzone, tylko nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, dokończył triumfalnie Fred.

Po śniadaniu zadzwoniłam do mamy. W domu lepiej, rodzice wyszli z przeziębienia, które ich męczyło cały tydzień (mama przywlokła złośliwego bakcyla z pracy, jak zwykle). Ale smutek, bo Maksiu chory, będzie miał diagnostykę serca (ma kilka guzów do usunięcia, jednak nie wiadomo, czy jest dość silny na operację). Opowiedziałam nasze njusy, że goście, że jemy, że mam tajemniczą alergię.

Śniadanie gości; rozmowa o rodzinnych patologiach. Wiatr i deszcz. Pojechaliśmy do Dublina, ponieważ kolejnym marzeniem kulinarnym Szwagrowskiego był tradycyjny Sunday roast. W praktyce okazało się, że trudno jest o tak późnej porze zamówić stolik w kultowych miejscach. I cóż, ruszyliśmy do stolicy na ślepo. Kochany zaparkował przy Merrion Sq, gdyż w planach była też galeria. Za €19 na głowę Fred kupił bilet na objazdowe impresjonistki, a ponieważ mieliśmy jeszcze chwilę do wejścia (bilety były na 3:15), Szwagrowski zaprosił nas na kawę do Coffeeangel na 15 Leinster St S. Potem galeria, przede wszystkim Berthe Morisot i Mary Cassatt; mało było piesków, kotków wcale.


Po galerii byliśmy gotowi na obiad. Szwagrowski zaproponował miejsce z którego ostatnio zrezygnowaliśmy z powodów logistycznych, Devitts Pub na 78 Camden St Lower. 


Skusiłam się na risotto z grzybami, bardzo smaczne, nieuczulające ;)

Przez kilka ostatnich dni wieczorami jestem coraz bardziej zmęczona, teraz nie inaczej. Goście już śpią, mnie kusi jeszcze jedna herbata; za oknem wzmaga się wiatr (podobno rano ma być u nas lepiej, oko bezimiennego sztormu jest znacznie niżej na mapie). Od jutra powrót do zwykłości.

3 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.