Strony

piątek, 27 września 2024

1746. Sobota Piątek w Dublinie.

Spałam po partyzancku, na rozkładanym siedzisku w Kuchniosalonie (Kochany obok, na tapczanie). I się okazuje, że całkiem dobrze. Rano oczywiście testowanie młynka ręcznego. Działa jak złoto, tylko teraz preferencje do aeropressu (o których nie mam jeszcze pojęcia) trzeba jakoś ustalić. Najpierw zepsułam kawę Fredowi (19, za coarse i wyciskałam bez czekania). Potem Szwagrowski ustawił na 13 i zrobił kawę metodą odwróconą na 32 g, wyszła mocna, kwaskawa, prawie jak podwójne espresso lekko rozciągnięte. Dla siebie zrobiłam na tym samym ustawieniu, ale chciałam utrafić w 10g. Trzeba kupić wagę :]

Nasi goście wstawali spokojnie, zjedli śniadanie w południe i mogliśmy ruszać do Dublina. Kochany zaparkował przy dworcu Connolly, stamtąd wędrowaliśmy zygzakiem (na początku towarzyszył nam deszcz przechodzący w malowniczą mżawkę, gdy przechodziliśmy mostem nad Liffey) w kierunku Zielonego Stefana zatrzymując się po drodze w Bewley's na Grafton St (flat white i sernik z mango). 

W Stefanie zieleń na spółkę z brązem opadłych liści i świeżych kasztanów.




Byliśmy też u Oscara Wilde'a na Merrion Sq. Chodząc po mieście tu i tam w końcu zgłodnieliśmy porządnie. Szwagrowski wyśledził dobry pub po drugiej stronie Stefana i zaczęliśmy wracać w tym kierunku. Po drodze zatrzymał nas kolejny przelotny deszcz i plan został zmieniony, poszliśmy do pubu Bruxelles, bo było bliżej. 


Tym razem miałam bardzo udane doświadczenie kulinarne, cottage pie bez udziwnień: wołowina duszona z marchewką, groszkiem i szalotkami pod kołderką z mashu (pewnie z mlekiem). Wszyscy byli bardzo zadowoleni ze swoich zestawów, na dodatek siedzieliśmy w legendarnym Zodiac Lounge (szwagry zamówili sobie po Guinnessie i zachwycali się azotową pianką). 

Powrót przez Dublin piękny i brzydki, stary i nowy, zatrzymaliśmy się na chwilę w Tower Records, żeby poszurać w płytach, przeszliśmy też przez teren Trinity College (przez chwilę nawet zajrzeliśmy do galerii Douglasa Hyde'a, gdzie Fred w odpowiedzi na pytanie z czym mu się kojarzy AI, zgodnie z prawdą napisał na tablicy "czosnek", po czym szybko opuściliśmy miejsce nie zatrzymywani przez nikogo ;)) i nowoczesne nabrzeże.



Po siódmej byliśmy z powrotem w samochodzie, w drodze do domu z przystankiem na Lidla (bułki na jutro potrzebne), wszyscy bardzo zmęczeni; trudno się dziwić, że tylko herbatki i towarzystwo wyciszone, ma już porozkładane kołderki. Gęsty dzień.
W głośnikach Thin Lizzie :)

4 komentarze:

  1. A jeszcze sił/zapału wystarczyło na napisanie blotki, brawo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, efekt wieloletniej wprawy. Korekta błędów jednak dopiero teraz, dzień dobry ;)

      Usuń
    2. To jeszcze tytuł popraw (dopiero zauważyłem), bo to chyba był "Piątek w Dublinie".

      Usuń
    3. @Dariuszu, nie zauważyłabym pewnie jeszcze przez miesiąc :D Dzięki.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.