Strony

czwartek, 6 lutego 2025

1877-1878. Relaksy i jarania.

Środa
Pobudka dopiero na dzwonek Junonowy (w nocy obudziłam się i długo nie mogłam zasnąć), sprint do sąsiadki, potem życie domowe, ze śniadankami, kawulinkami (zrobiłam cappuccino z mlekiem z prasy francuskiej), dyskusjami. Pomogłam Kochanemu sformatować tekst na nowym laptopie. Na chwilę wpadła do nas Katlin z wyceną ewentualnego podjazdu (drogo, cholera). Dzień jest jasny, ale powstrzymujemy się przed łażeniem. Czytam, mąż pisze, co ma do napisania, przeglądam papiery na jutro, Kochany robi obiad. Dobrze, że kupiłam już bilety na wyjazd, inaczej zaczęłabym się wycofywać z planów, dogadzać innym (menadżerka zapytała czy tego i tego dnia może zorganizować spotkanie pracowników, oczywiście, że może ;)). Po obiedzie pojechaliśmy kupić chleb i inne takie, była więc i kawa, tym razem w kawiarni na piętrze. Z niespodzianek dzisiejszych: prawdopodobnie w marcu będziemy na premierze opery Wagnera, wszystko zaczęło się od przeglądania oferty kulturalnej na naszej prowincjonalnej wyspie oraz od zupełnie niewinnego pytania do Anne, czy poleca nowego Latającego Holendra.

Zaczęłam czytać zbiór reportaży różnych autorek Przecież ich nie zostawię. O żydowskich opiekunkach w czasie wojny.

Czwartek
Poranek jaśnieje. Gdy wyjechaliśmy do miasta po siódmej, na horyzoncie widoczna była różowa strużka, na łagodnym morzu przynajmniej trzy kutry, oświetlone łupinki. Przybyły na stanowiska przed świtem, czy też spędziły tu noc? Ich właściciele nie śpią od dawna, ciekawe, czy właśnie rozgrzewają się kawą patrząc na bliski brzeg. 

Praca w Jamie miała spokojny rytm, choć Szef przywitał mnie zagadnieniami związanymi z interview. Się przygotuję, ale na tę chwilę o tym nie myślę. Mañana. Za to myślę o bibliotece. Cztery lata temu zapisałam się online do lokalnej biblioteki. Kod dostępu był czasowy, zajęłam się innymi sprawami i do tematu nie wróciłam. Do dzisiaj. Zapisałam się, na tymczasowym koncie ściągnęłam aplikację BorrowBox i wypożyczyłam już na weekend audiobooka, Foster Claire Keegan (akurat była dostępna, jaram się).

4 komentarze:

  1. Nigdy nie miałem dość cierpliwości dla Wagnera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, nigdy nie byłam fanką, ale na żywo, w przestrzeni o doskonałej akustyce chyba tylko na disco polo nie warto. Poza tym bilety będą prezentem :)

      Usuń
    2. No tak, w prezencie pewnie też bym się skusił.

      Usuń
    3. @Dariuszu, gdybym nie lubiła Wagnera tak, jak nie lubię disco polo, prezent nie byłby wystarczającym powodem. Ale scena jest dobra, adaptacja zapewne z rozmachem, miejsce w Dublinie samo w sobie miło mi się kojarzy (takie randkowe), więc bardzo się cieszę na to doświadczenie.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.