... kręciłam się po mieście, przeszłam na drugą stronę rzeki, robiłam zdjęcia kwitnącym japońskim wiśniom, a potem wracałam z kubkiem kawy do biura (po drodze spotkałam szefową). Zrobiłam trochę papierkowej roboty, wcześniej odbyłam jedno spotkanie, później obejrzałam pierwszy odcinek Jeeves and Wooster, skończyłam czytać Szyszkowską (bogowie!), poczekałam grzecznie na Kochanego i wróciliśmy do domu (po drodze zahaczając o rzeźnika i babeczki z owocami).
Gdy tylko wyszliśmy z samochodu, przywołała nas Moira, żeby podzielić się bardzo świeżą a smutną informacją: tego popołudnia zmarła Anna, nasza sąsiadka z domku po lewej, której nie widzieliśmy od kilku miesięcy (po ostatnim pogorszeniu zabrano ją ponownie do domu opieki, to musiało być w czasie mojej nieobecności, bo w tej chwili nie mogę tego ostatniego razu umiejscowić w konkretnym miesiącu, w każdym razie Anna miała ciężką drugą połowę zeszłego roku i nie zapowiadało się, że wróci do samodzielności). W ostatnich latach nie byliśmy już tak blisko, ale pamiętam ją z epoki Rysiowej, gdy w potrzebie opiekowała się naszym kotem. Bardzo ceniła sobie niezależność, możliwość prowadzenia samochodu ... ostatnio samotność chyba coraz bardziej jej doskwierała.
Myszy znowu narozrabiały w Kuchniosalonie, zanim zdążyliśmy ogarnąć bałagan miałam ochotę już tylko położyć się i pachnąć. Kochany zrobił obiad, zjedliśmy, dopchaliśmy babeczkami oglądając archiwalny odcinek mieciowego Masochisty. Niedawno zajrzałam do Anne, żeby powiadomić ją o śmierci Anny; sąsiadka zaoferowała miękki kołnierz po Junonie, jeśli jutro Broni nie spodoba się weterynaryjna kryza. Tymczasem dobranoc, pchły na noc, idę pod prysznic, potem jeszcze chwilę pomyślę o życiu ...
Moira - bardzo adekwatne imię do przekazywania takich pogrzebowych wiadomości.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, rzeczywiście może się ciekawie kojarzyć, ale tutaj to przede wszystkim irlandzka wersja imienia Maria :)
UsuńNie skojarzyłem, ba, nawet nie miałem podejrzeń w tym kierunku.
Usuń@Dariuszu, zapis zanglicyzowany, Irlandczycy po irlandzku napisaliby Máire.
UsuńSzefowa nie miała pretensji że widzi Cię na mieście? Czy to było przed pracą jeszcze?
OdpowiedzUsuń@Tomku, obydwie widziałyśmy się na mieście, akurat w porze lunchu :D, ale w moim przypadku miałam dobry powód — właśnie szukałam jej w Biurze (i nie znalazłam), poza tym w tym rejonie mogłam się powołać na wizytację (rzeczywiście tam byłam).
UsuńMyślenie o życiu szkodzi - w każdym razie mnie.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, myślenie o życiu jest dobre, ugruntowuje i pozwala podjąć decyzję o zmianie dopóki jest na to czas.
Usuń