... mieliśmy raczej nerwowy. Wsiadamy do auta gotowi lecieć do weta, a tu cisza ... akumulator padł. Fred (po chwili deliberacji nad Babcią) poszedł zapukać do drzwi Katlin (ósma rano, mind you), ale najwyraźniej byliśmy wcześniej obserwowani — Majkel już się ubierał, wyciągnął sprzęt, akcja ratunkowa nie zajęła starszemu panu więcej niż pięć minut. Zabawny jest ten bezustanny sąsiedzki nadzór (zupełnie mi to nie przeszkadza, fajnie, że kogoś obchodzi, co się u nas dzieje).
A potem niepokój, bo nie dzwonią i nie dzwonią, aż sama po pierwszej zadzwoniłam, czy z Manią wszystko w porządku. Mania także w swojej reakcji na anestetyki jest inna od Broni. Dziewczyny mają po prostu absolutnie wszystko inaczej. O ile Bronce najbardziej przeszkadzał kołnierz, Mańka dostała jasia wędrowniczka: oczy jak spodki od szklanek, miauczenie jej się zepsuło, za to kociczka gdy tylko wyszła z kontenerka, zaczęła chodzić i nie mogła przestać. Szwy są brzydkie, zrobione po cecholsku, otoczone zaschniętą krwią.
Pracowniczo nie najgorzej. Znowu obeszłam trochę miasta, odzyskałam jakieś tam pozory kontroli, aczkolwiek mam serdecznie dość kilku osób nadzorowanych. Maniedość objawia się u mnie tak, że pragnę rysować, robić zdjęcia wyłącznie artystyczne oraz lepić garnki ... (oczywiście tego nie robię [tylko zerkam na fotki przez Grynberga uczynione, skoro już słucham jego opowieści szpitalnej], co najwyżej wracam do domu, smażę morszczuka albo wycieram stare siuśki z podłogi). Pogoda dziwna, pomiędzy wiosennym ciepłem, a letnią burzą. Na głowie pork pie, dwustronny płaszcz, dzwony, cichostępy.
Jeeves and Wooster 1.5. Rozmowa z mamą, kotów okazanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.