Strony

czwartek, 28 maja 2026

2354. Zrządzenia.

Na wstępie dnia lekko wykoleiliśmy się ze swojej zwyczajności: Czarna była zamknięta z powodu braku prądu, więc zaproponowałam Kochanemu podjechanie pod Pe; kawa mężowi smakowała, a ja z przyjemnością zanurzyłam się w nowej lekturze (Banville) w zmienionych okolicznościach przyrodniczych.

Z serii "dziwne zrządzenia losu": rano Kochany zaparkował samochód w innym miejscu niż zwykle, znacznie dalej od swojej pracy. Kiedy po skończonej zmianie wracał do Babci, zauważył, że w auto postawione dokładnie tam, gdzie zazwyczaj stoi nasze, wbił się drugi pojazd.

Czas popołudniowy się mi rozgrzebał, leżakowałam; obiad zjedliśmy dopiero o dziewiątej wieczorem (tarliśmy marchewki słuchając biografii Broniewskiego, od czasu do czasu zatrzymywałam audio, żebyśmy mogli o tym porozmawiać).

Pod wieczór jest znacznie chłodniej niż w ciągu ostatnich trzech dni, wiatr się wzmaga. Chodzę w koszulce chopinowskiej. Anne (wyszła się przywitać z myszami) źle wygląda, takie mam odczucie niedookreślone.

Być może mamy opiekunkę do kotencji: Hana wyraziła wstępny entuzjazm. Mąż ledwo co wysłał propozycję i sprawy są w toku, ale przyznam, że dla mnie również jest to najlepsza opcja i trudno byłoby mi się z nią rozstać ;)

5 komentarzy:

  1. A to mieliście farta z tym parkowaniem.

    (chciałem dziś kupić marchewkę, ale w sklepie były dwie ostatnie sztuki takie jakieś niewyglądne i się rozmyśliłem)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, tak, inaczej Babcia byłaby okaleczona, a nawet jeszcze jej do końca nie spłaciliśmy.

      Marchewek u nas dostatek, obiad wyszedł wege (karfoffeln, kalafior, tarta marchewka).

      Usuń
    2. Aż się prosi by napisać, że Bóg nad Wami czuwał :D

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.