Strony

piątek, 24 lipca 2026

2411. I szlus.

Po pracy zakupy i Simona. W jedną stronę spotkałam Saren z córką, tralalala jak się masz mam się świetnie, w drugą zahaczyłam Izoldę dobrym słowem, w nagrodę dostaliśmy za darmo muffinki (kawiarnia właśnie się zamykała).

Pełni makaronu poszliśmy na półgodzinny spacer z kotami. Aura ładna, więc wyszliśmy też nad morze. Natknęliśmy się na Dżejmiego (schudł, sam się pochwalił) i tymczasowo zamknięte przejście w osiedlu (przeszliśmy i tak, mały buntownik na hulajnodze pokazał nam, że można się przecisnąć). Na plaży sporo ciał meduz kompasowych oraz tuptające mewy śmieszki; dom Gronji ma świeżą strzechę; nowy budynek na rogu, przy wyjściu z plaży, już ukończony, wygląda zamożnie i betonowo; wieś pachnie piątkowym wieczorem (pieczywem z pizzerii na rogu, pubowymi obiadami, frytkami z bistro) i buczy takimże gwarem (w pubach drzwi otwarte, życie szumi). Ale nad wszystkim już jakby ... jesień? Ech ...

Skończyłam Intermezzo Sally Rooney (Faber & Faber, 2024). Nie dalej jak przedwczoraj bąknęłam, że jeszcze jedną książkę muszę skonsumować do końca, zanim rozpocznę następną. Już się łamię.

5 komentarzy:

  1. Jesień w powietrzu... Ale się porobiło 😐

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy ten Dżejmi jakoś tłumaczy się na polski?
    Lubię być pełna makaronu, natchnęłaś mnie 🤩

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FrauBe, jest to chyba jakaś wersja polskiego Jakuba.
      Przypomniałaś mi, że wzięłam resztki na wynos, czyli śniadanie załatwione ;)

      Usuń
    2. O. A Ty przypomniałaś mi, że dzisiaj są imieniny mojego brata 🙂

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.