W niedzielę, po rozmowie z mamą (mama zdała relację ze stanu domostwa, Felek już się rządzi, rozwala się na fotelach i naprawia z tatkiem rower), podjęliśmy konkretne decyzje w sprawie dat wyjazdu. Kochany kupił lot do Warszawy i z powrotem; jeszcze się waham, przez kilka dni będę obserwowała fluktuację cen (plan jest taki, że wylatuję dwa dni po mężu, a gdy on wraca do domu, przenoszę się na kilka dni na zachód Polski). Śwogier już wie.
— Wstępnie się umówiłem że u Wu będziemy spali, zagaił mąż po rozmowie telefonicznej z bratem.
— Uuuuu, trochę strach!, mówię pół-żartem pół-serio. Fred zrobił cwaniacką minę ...
— I jak leci? :D (inside joke, nieważne, ale może tak być)
Poza tym grzebiemy się ze wszystkim, długo jemy śniadanie, po kawie wyprowadzamy koteczki (myszy uciekają do domu z powodu deszczu; nad wybrzeżem krążą burzowe chmury). Czytam, Kochany robi żurek, ogarniamy się do wyjazdu na wieczór. W drodze ku północy zatrzymujemy się przy niebieskiej plaży, ale spacer robimy krótki, trochę mi zimno. U Ka&Jot nadrabiamy najnowsze wiadomości z pobytu przyjaciół w matczyźnie (kilka strupów się uzbierało, Ka już nie dla Polski, za dużo spraw go wkurwia, inny już on) oraz oglądamy dwa pierwsze odcinki trzeciego sezonu 1670 na bardzo dużym i bardzo zajebistym ekranie.
Po powrocie na chatę późny wieczorem, ziewając jak smok, przez chwilę zastanawiałam się, czy wkleić tu screen komentarza pod poprzednim postem, który został już skasowany przez autorkę. W końcu jednak ... nie, że nie jestem małostkowa, bo jestem, ale w dupie mam. Ludzie są głupi jak buty, a ja w temacie SI robię się coraz bardziej radykalna, bo jednak ... narzędzie to straszliwie obnaża płytkość człowieczą w różnych tematach (rzekomych więzi międzyludzkich, zdolności rozumienia słowa pisanego i tak dalej).
Poniedziałek w pracy spędziłam bardzo wydajnie. Po pracy od razu żurek Fredowy i spacer z kotami. Potem kilka chwil tu i tam, obrałam nowe okna z resztek kleju, Kochany przytwierdził do drzwi numer domu, chwilę latałam z mopem mając w planie rozłożenie w wąskim korytarzu maty do ćwiczeń. Koniec końców podłoga wymopowana, ale ćwiczeń nie będzie, coś mnie żołądek gniecie (podejrzany jest jogurt, niestety) ...
Znowu odłożyłam Herman, jestem na 112 stronie, ale musiałam jej zaniechać, bo nawet tytuł mnie irytował (pozostawiłam w niej zakładkę, treści są dobre, tylko mój Łeb się wzbrania, a ja go słucham). Kończę sierpień z dziewięcioma przeczytanymi książkami i trzema w czytaniu (po odłożeniu Herman dodałam do czytanych aktualnie książek słuchowisko Krew elfów). No i git.
Sierpniu, sierpniu ...

Gdzieś w sieci, bodajże w "Andrzej rysuje" znalazłem obrazek przedstawiający dziecko czytające w szkole wypracowanie, które końcówka brzmi (cytuję): "TAK WLAŚNIE MINĘŁY MI WAKACJE. CZY CHCESZ BYM DODAŁ FAKTYCZNE MIEJSCA, KTÓRE ODWIEDZILEŚ LUB ZMIENIŁ STYL NA BARDZIEJ LUŹNY/ OFICJALNY?
OdpowiedzUsuńNajpierw się zaśmiałem, a później przeraziłem, bo uświadomiłem sobie, że polskie dzieci nauczone przez własnych rodziców oszustw, będą "pisać" takie wypracowania nagminnie, że tak powiem żartem "używając nowoczesnych narzędzi", bo oszustw zostały nauczone przez swoich rodziców. Nigdy nie zapomnę wycieczki szkolnej, podczas której zrobiliśmy dla naszych podopiecznych quiz z wiedzy ogólnej, możliwie związanej z wycieczką. Konkurs był o przysłowiową pietruszkę, a zdegenerowani rodzice i tak wyszukiwali w telefonach właściwe odpowiedzi i przekazywali je dzieciom, bo sami byli za głupi, by podpowiadać z głowy. Te tępaki nie dość, że nie zaprotestują, to jeszcze sami pomogą dziecku użyć AI do wypracowania szkolnego.
@Wolandzie, dowcip byłby może i fajny, gdybym nie widziała tego na żywca, tu, na blogspocie. "Jeśli chcesz, mogę również napisać krótszą, bardziej gawędziarską wersję" ... u nauczycielki klas najmłodszych, która podostawała podobno jakieś nagrody (wg swoich własnych słów, choć teraz, gdy się okazuje, że sama nie umie sklecić tekstu, można w to wątpić). To tak à propos, kto uczy oszustw, drogi na skróty, nieczytania i innych rzeczy, które przypisujemy nowemu pokoleniu jako ustawienie fabryczne.
UsuńMoniko, owszem podostawała, bo robi projekty na informatyce. ponoć fajne z dzieciakami....no ale jedno drugiego nie wyklucza.
UsuńJa już dawno przestałam mieć złudzenia w kwestii nagród i premiowania bylejakości. nie ma miejsca dla analizy, syntezy, nie ma miejsca na profesjonalne tworzenie. mówiłam, wszystko po wierzchu....
Nie no ustawienia fabryczne to rodzice. i potem system edu, który to wspiera. Bo wszak jakiś czas temu zapowiedziano, że to rodzice wychowują a nie szkoła. no to właśnie wychowują buce, lenie i tępaki też. Nie czytają dziecku do snu, nie kupują książek, sami nie czytają, w domu nie ma biblioteczki. Sami siedzą w telefonach, nie budują z dzieckiem relacji i dziecko potem nie umi w rówieśnicze ani żadne społeczne ... dzieciaki w smartfonach, grach, gupich bajkach...a potem placówki nie mają już co prostować 🙈, bo nie wolno Brajanka zmuszać. a jak Brajanek nie czyta lektur, to co mu zrobisz? to lektury są głupie. nie Brajanek rozpuszczony, roszczeniowy i od przedszkola przepracowany bidak i wtedy nauczyciel pozwala na bryki i filmy ogląda, żeby ...przygotować gawiedź do egzaminów i matur... żeby wiedzieli choć o co w tej "Lalce chodzi??
ale ja już poza tym. nie mój cyrk i nie moje małpy. w zasadzie. teraz będę zdrowsza, bo zawsze źle reagowałam na ględzenie i napierdalankę na nauczycieli ;-)
@Teatru, może fajne, może ... :)
UsuńNie mam wątpliwości co do tego, że fundamentem wiedzy o życiu jest dla człowieka rodzina. Szkoła może coś nadbudować, ale po drodze jest wiele przeszkód. Oczekiwania, że nauczyciele zamażą to stare brzydkie i każdemu narysują w głowie nowe, ładne są oczekiwaniami nierealnymi i krytyka nauczycieli na tej podstawie jest z dupy wzięta. Ale przekonanie, że wystarczy zrobić jednego mgr i jest się już najmądrzejszym do końca życia, jechanie na rzekomym prestiżu (narzekanie na pracę, ale niezdolność do przeniesienia się gdziekolwiek indziej z powodu zwyczajnego braku kwalifikacji w czymkolwiek), tchórzostwo, które przekłada się na niezdolność do strajków z przytupem — to są rzeczy, które mnie jako nauczycielkę wkurwiały w środowisku. Podobnie: było, minęło :)
U nas dziś był Bank Holiday, a do tego weekend pod znakiem Notting Hill Carnival, ale nawet nie przeszło mi przez myśl żeby się wybrać w ten szalony tłum. Zaliczyłam takie dwa odkąd tu mieszkam, ale to było blisko dwie dekady temu, ja piękniejsza (bo piękna jestem nieustająco 🤪) i dużo młodsza, a do tego z apetytem na 🚬 i 🍺. Teraz apetyt na wiele rzeczy mi minął i takie impry są raczej uciążliwe niż zabawne. Dlatego rzuciłam się w wir prania, sprzątania i ogarniania balkonu, korzystając z promieni słońca, ciepłych ale nie palących.
OdpowiedzUsuńCzy Wasze koty jakoś reagują na zapowiedź spaceru? Tzn. np. tak jak psy na widok smyczy? Jakaś radość, poruszenie? 🤔
Zauważyłam te komentarze w ostatnim i byłam ciekawa kiedy ktoś jeszcze to wyłapie, ale wygląda na to, że ludzie jednak lubią pod swoimi postami ilość nie jakość 😄
** "w ostatnim czasie" miało być :-)
Usuń@Aśka, ja ogólnie nie przepadam za tłokiem (mogę się w nim znaleźć, ale nie przyjmuję tego ze szczególną ekstazą).
UsuńReagują? OMG. One obserwują nas i zagadują czy już idziemy (obiad trudno jest zjeść w akompaniamencie sonat wyrażających tęsknoty za wolnością i treningiem myszowym).
Tragedia polega na tym, że tu nie ma nic do wyłapywania, dziewczyna wrzuca w ChatGPT post i prosi o komentarz, wychodzi jej streszczenie z włażeniem w dupę. Ona nie poprawia komentarza z pomocą SI, nie próbuje go uczynić ciekawym, tylko zwyczajnie go produkuje, najpewniej bez czytania. Takie kwiatki świadczą nie tylko o niej, ale też o odpowiadających, bo okazało się, że to jest wspaniały patent na nagonienie sobie komentatorów: nie trzeba czytać, wystarczy wykreować złudzenie zainteresowania.
Swego czasu, gdy się wynosiłem z blogowaniem z Onetu, między innymi to właśnie możliwość kasowania na Blogerze komentarzy przez autorów była powodem tego, że wybrałem WordPress jako swój nowy dom.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, nie mam problemu z samym kasowaniem komentarzy, robię to gdy się pomylę, gdy uznam po czasie komentarz za głupowaty i rozumiem, że moi komentatorzy też to robią. Wkurw mój wynikł z czegoś innego: domyślając się, że laska jest w ferworze naganiania obserwatorów, więc do mnie ponownie nie zajrzy sprawdzić czy jej odpisałam (co czyni szansę ponownego wysrywu SI przy innym poście bardzo możliwą), krótko skomentowałam u niej (tylko informacyjnie, bez oskarżeń i nalotu opinii, I swear :D). Jak się domyślasz, wykasowała ten komentarz. Zinterpretowałam to jako próbę ukrycia swojej głupoty (oraz oszustwa przed resztą komentatorów). Oj, tego nie lubię, zaraz mi się włącza genetyczna edukatorka. Ale z drugiej strony ... już jakiś czas temu zaczęła mi przyświecać idea skromności ;]
UsuńGdybym się nie trzymał zasad (napisałem to napisałem, trudno, na przyszłość może się dłużej zastanowię i nic równie głupiego nie napiszę), ależ bym ci masakrę w komentarzach, które tu pozostawiałem, zrobił! :D
Usuń@Dariuszu, widzisz, a ja żadnego Twojego komentarza nie uznałabym za komentarz do wykasowania. Czyli traktujesz siebie zbyt surowo :D
Usuń