Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mapa. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2026

2381. Kocham lato.

Rano mgła weszła do wsi. Widziałam. Budzę się, wchodzę do Kuchniosalonu, jeszcze na śpiocha odpalam czajnik, a tu patrzę, idzie, 

Nie miałam zamiaru dzisiaj szastać kasą, ale napatoczyła się sprzyjająca okoliczność: po południu, przed powrotem do domu, Kochany chciał coś sprawdzić w swojej pracy, zaparkowaliśmy pod Lidlem i przeszliśmy się kawałek, tak się zdarzyło, że obok sklepu sportowego. Przypomniało mi się, że warto byłoby obejrzeć sandałki. Bardzo słusznie. Trafiłam na wyprzedaż, kupiłam Karrimory w sam raz na polskie lato'26. Tartaletki i truskawki z Forge dopełniły przyjemności.

Rozwijamy nasz zwyczajny grafik: obiad, wyjście z koteczkami, ciastka z Forge do kawy (już siódma wieczorem, zadzwoniłam w tym czasie do mamy, pojarałyśmy się planami), wyjazd do niebieskiej plaży (doszliśmy do wniosku, że latem jest tu przyjemniej niż na plaży wsiowej, więcej przestrzeni). Nad morzem koń w galopie, jakiś rodzaj jaskółek tnących powietrze (a może jednak jerzyki?), foka pływająca tuż przy brzegu, bardzo charakterystyczny namiot stoi na wydmie od weekendu. Tuptamy w jedną stronę, tuptamy w drugą, wracamy do domu (ciotka Re słusznie mnie ostrzegała, że Fred lubi chodzić).

Pogoda na jutro będzie miała tak samo jak dziś, może być nawet 27 stopni, więc uważajcie na siebie, ludzie:


Słonko dopiero zaszło, nadal jest jasno, jeszcze z godzina czytania przede mną. Kocham lato.

piątek, 2 stycznia 2026

2208. Powrót do rzeczywistości.

Ale tylko trochę :) Skoro nie chciałam brać urlopu z puli na nowy rok, dzisiaj oficjalnie powinnam być w pracy. I byłam. Kochany zabrał się ze mną do biura i przez dwie godziny rozwiązywaliśmy problemy pierwszego świata (mąż chciał ustalić, o co chodzi z pieniędzmi pobranymi z jego konta jeszcze na początku grudnia): telefony do obsługi klienta banku (na trzech rozmówców, trzech z silnym hinduskim akcentem, wszyscy dopiero się przyuczali, Bareja zrobiłby o tym film), fizyczna wizyta w BOI (jedna rozmowa telefoniczna odbyła się właśnie w siedzibie banku); w międzyczasie poszliśmy na chwilę do Czarnej, żeby napić się kawy i zjeść po krłasancie z ham&cheese. A jeszcze alarm w biurze zgłaszał problem, że nie ma bidaczek połączenia z Internetem. Yhhh. Tak jak myślałam, nikogo nie obchodziło, że dzisiaj pracuję (jeden chłopak zapukał o dziewiątej, ale on generalnie nie zajmuje się rzeczywistością, więc nawet się nie zdziwiłam, że nie pamiętał o grafiku).

Mąż wrócił po mnie popołudniem: obiad w Valley Inn na prowincji, i powrót do Drołdy, najpierw, żebym mogła sprawdzić, czy w biurze wyłączyłam grzejnik, następnie do dwóch supermarketów w celu uzupełnienia zapasów na weekend. Za każdym razem, gdy wychodziliśmy z samochodu, dopadał nas i przesiąkał na wskroś okropny, mokry ziąb. W świetle jaśniejącej głowy Księżyca w pełni wróciliśmy do domu dopiero o szóstej. Gdy tylko włączyłam laptopa, od razu dostałam powiadomienie o możliwym śniegu. Ajajaj, żółte ostrzeżenie śniegowo-lodowe dla wszystkich hrabstw jest na jutro i na niedzielę:

Przez cały dzień podczytywałam Szymiczkową. Był pomysł wieczoru filmowego, ale z powodu totalnego wychłodzenia wybrałam gorący prysznic i zaleganie pod kołdrą z przygodami zakopiańskim profesorowej Szczupaczyńskiej (Znak, 2025). Właśnie skończyłam, wyczytałam do strony ostatniej. Fajrant, jakby powiedział dziadek Bronek.

wtorek, 9 grudnia 2025

2184. Sztorm Bram.

Ach, wszystko wyszło jak należy. Wiatr wzmógł się dopiero po południu; cały kraj na pomarańczowo, ale po drugiej stronie ulicy panowie uwijali się z remontem dachu aż miło (czyżby czekali z tym do sztormu? wczoraj na rusztowaniach nie było nikogo). Prąd był, ogrzewanie beło, egzaminy zostały odhaczone, przed świętami jeden strup z głowy usunięty.

Chmury na niebie biegły i coś mruczały. Kochany po czwartej nadjechał, zawinął, wycofał i już pędziliśmy do domu. Jak na możliwości organizacyjne, obiad zjedliśmy wcześnie. Mąż zadzwonił do mamy, bo dostał wiadomość, że dostarczono dwie z trzech paczek z Empiku prezentów pełne dla moi (schowałam się w sypialni, żeby nie podsłuchiwać co tam dobrego dostanę z uwagi na niebywałą grzeczność w mijającym roku; bardzo się cieszę, nie wyrosłam z tego i nie planuję). Do nas też przyszła paczka z prezentem Fredowym, rotomatem Sindelfingen. 

Z innych pożyteczności, udało mi się wysłać do Organów potwierdzenie jak bardzo jestem niezamożna, w związku z czym zasługuję na członkostwo wg rozdzielnika dla biedoty. Oraz rozejrzałam się za wełną, wybrałam dwa motki, paluszek już świerzbi, ale kupię dopiero po wypłacie (w planach stoi, że takie coś będę robiła).

Sztorm ledwie nas musnął, więc doniesienia z Blackrock mnie zaszokowały: dwa dni temu wśród weekendowych opcji rozpatrywałam zajrzenie do kawiarni przy promenadzie, dzisiaj wszystko to stoi pod wodą.

czwartek, 23 stycznia 2025

1864. La di da, la di da.

Wcale nie siąpi, kochana, stwierdził Fred manewrując Babcią przez mroczny i mokry krajobraz poranny. Nie siąpiło, lało; jechaliśmy z Davidem Bowie (jakiś nieznany mi koncert’78). W Czarnej kawa dla Kochanego na wynos, a dla mnie w filiżance z towarzyszącym jej rogalikiem z malinami. Oraz nowe fotele! Zanurzywszy się w jeden z nich przeczytałam kolejny rozdział biografii Herberta (kiedy ja to skończę? pewnie w maju, buuuu, a maj to nie miesiąc na takie cegły), po czym zaczęłam czytać wspomnienia Jennifer Teege, Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił. Krótka lektura, dynamiczny język, odtrutka na nudne życie Herberta.

O piątej telefon: Jesteś już w domu? Bo za godzinę zaczyna się sztorm. Jestem, jestem oczywiście, właśnie wcisnęłam w siebie kilka ruskich pierogów i czekam na Kochanego z podgrzewaniem jego porcji. Za godzinę sztorm wprawdzie dopiero dotyka paluszki hrabstw Kerry & Cork, ale niech będzie. Rzeczywiście Irlandia się sposobi na silniejszy wiatr, w Jamie odwołano piątkowe zajęcia (Szef spodziewał się zatrzymania komunikacji miejskiej), a na odchodnym zostałam poczęstowana Stay safe

Éowyn. Biorę szybką lekcję wymowy (dzieciaki w Jamie nie miały pojęcia jak to się mówi, zakładały, że coś jak Ołen): /'eioʊwin/ = ejołyn. Zerknęłam, jakie są oficjalne ostrzeżenia na jutro, gdzie żółte, gdzie pomarańczowe, i tak dalej. Takie som:


Acha. It's hard, it's awful hard, have you ever tried ...
___
21:25 Katlin oddała mi klucz; oczywiście wypytała tego gościa, pan wymierzył wszystko, nawet okienko w łazience. Pewnie sąsiadka myślała, że powiem jej coś więcej, ale wiem tyle samo co ona, albo raczej mniej. 

Kochany już wypoczywa, łupał go dzisiaj kręgosłup. Na zewnątrz zaczęło się już szemranie.

wtorek, 6 kwietnia 2021

476. Happy birthday 2u.

W dniu urodzin mojego Kochanego pracuję przez kilka godzin. Gdyby nie było covida i lockdownu, świętowalibyśmy jadąc do ładnego miejsca, spacerując i jedząc w restauracji. Rano szepnęłam mu do śpiącego uszka Wszystkiego dobrego Kochany. Potem miły do południa jak król odbierał z łoża wiadomości od rodziców, rodzeństwa, kuzynostwa, przyjaciół i miłośników.

W pracy nie było porywów, zajęcia popołudniowe w całości polegały na samodzielnym działaniu, więc wyłączyłam kamerę i pożerając klementynki zaczełam czytać Złego Tyrmanda (MG, 2014). Już od pierwszych kartek wiem, że przyda mi się ta mapa Warszawy. 

W okolicach obiadu Fred wrócił z jeszcze ciepłym chlebem i torcikiem na deser poobiedni, z którego połowę pod wieczór (akurat długo rozmawiał z ciocią Ce) zaniósł do Anne, bo się okazało, że jej Majkel ma jutro urodziny. W głośnikach tego wtorku towarzyszył nam Tom Waits, Swordfishtrombones (1983) i Frank Wild Years (1987), jedliśmy grecką sałatkę zrobioną przez Freda oglądając Dym Austera (1995). I rozmawiamy o Wu.