Rano mgła weszła do wsi. Widziałam. Budzę się, wchodzę do Kuchniosalonu, jeszcze na śpiocha odpalam czajnik, a tu patrzę, idzie,
Nie miałam zamiaru dzisiaj szastać kasą, ale napatoczyła się sprzyjająca okoliczność: po południu, przed powrotem do domu, Kochany chciał coś sprawdzić w swojej pracy, zaparkowaliśmy pod Lidlem i przeszliśmy się kawałek, tak się zdarzyło, że obok sklepu sportowego. Przypomniało mi się, że warto byłoby obejrzeć sandałki. Bardzo słusznie. Trafiłam na wyprzedaż, kupiłam Karrimory w sam raz na polskie lato'26. Tartaletki i truskawki z Forge dopełniły przyjemności.
Rozwijamy nasz zwyczajny grafik: obiad, wyjście z koteczkami, ciastka z Forge do kawy (już siódma wieczorem, zadzwoniłam w tym czasie do mamy, pojarałyśmy się planami), wyjazd do niebieskiej plaży (doszliśmy do wniosku, że latem jest tu przyjemniej niż na plaży wsiowej, więcej przestrzeni). Nad morzem koń w galopie, jakiś rodzaj jaskółek tnących powietrze (a może jednak jerzyki?), foka pływająca tuż przy brzegu, bardzo charakterystyczny namiot stoi na wydmie od weekendu. Tuptamy w jedną stronę, tuptamy w drugą, wracamy do domu (ciotka Re słusznie mnie ostrzegała, że Fred lubi chodzić).
Pogoda na jutro będzie miała tak samo jak dziś, może być nawet 27 stopni, więc uważajcie na siebie, ludzie:



