Wcale nie siąpi, kochana, stwierdził Fred manewrując Babcią przez mroczny i mokry krajobraz poranny. Nie siąpiło, lało; jechaliśmy z Davidem Bowie (jakiś nieznany mi koncert’78). W Czarnej kawa dla Kochanego na wynos, a dla mnie w filiżance z towarzyszącym jej rogalikiem z malinami. Oraz nowe fotele! Zanurzywszy się w jeden z nich przeczytałam kolejny rozdział biografii Herberta (kiedy ja to skończę? pewnie w maju, buuuu, a maj to nie miesiąc na takie cegły), po czym zaczęłam czytać wspomnienia Jennifer Teege, Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił. Krótka lektura, dynamiczny język, odtrutka na nudne życie Herberta.
O piątej telefon: Jesteś już w domu? Bo za godzinę zaczyna się sztorm. Jestem, jestem oczywiście, właśnie wcisnęłam w siebie kilka ruskich pierogów i czekam na Kochanego z podgrzewaniem jego porcji. Za godzinę sztorm wprawdzie dopiero dotyka paluszki hrabstw Kerry & Cork, ale niech będzie. Rzeczywiście Irlandia się sposobi na silniejszy wiatr, w Jamie odwołano piątkowe zajęcia (Szef spodziewał się zatrzymania komunikacji miejskiej), a na odchodnym zostałam poczęstowana Stay safe.
Éowyn. Biorę szybką lekcję wymowy (dzieciaki w Jamie nie miały pojęcia jak to się mówi, zakładały, że coś jak Ołen): /'eioʊwin/ = ejołyn. Zerknęłam, jakie są oficjalne ostrzeżenia na jutro, gdzie żółte, gdzie pomarańczowe, i tak dalej. Takie som:

Jak przeżyliście ten ogromny sztorm? U nas sporo się o nim mówi.
OdpowiedzUsuń@BBM, cały czas nad nami przechodzi, jestem na wschodnim wybrzeżu, najmocniejsza fala wiatru doszła do nas po drugiej w nocy. Na razie jest prąd (od czasu do czasu ;D), internet przełączył się na 5G. Tutaj często wieje, więc w nocy sztormy po prostu przesypiamy.
Usuń