Po południu pojechaliśmy do Blanchardstown — Fred znalazł w TK Maxxie kilka fajnych rzeczy, w efekcie kupiłam mu spodnie Polo Ralpha Laurena z szarej wełny oraz granatową, wełnianą marynarkę Paula Smitha. Taki podchoinkowy prezent bez choinki. Spodnie trzeba podwinąć, za jakiś czas wybierzemy się do Kaś Z Północnej, która ma magiczną maszynę.
Czytałam coś o wyżu Wiltruda nad Europą, u nas normalnie, ciśnienie wysokie jak zwykle. Fred już planuje wizytę w Polsce w lutym, koordynuje wylot z pracą i wizytami w szpitalu. Gdybyśmy pojechali razem, trzeba pomyśleć co z Rysiem. Na teraz nie wiadomo. Na teraz pesto na obiad i rozmowa przez messenger z Luś. Jestem obżarta jak bąk, ciężka jak buła z zakalcem. Herbata truskawkowa z miodem, prysznic i spać.
W sklepach wyżej wspomnianej sieci fajnie rzeczy można wyszperać. Wełna to świetny materiał.
OdpowiedzUsuńI dlatego to w zasadzie tam się ubieramy, choć z drugiej strony byłam raz czy dwa w Tkmaxxie w Polsce i odniosłam wrażenie lumpeksu.
UsuńA ja za wełną nie przepadam.
OdpowiedzUsuńUczulenie? Bo w zasadzie np. wełniane spodnie, które ja i mąż mamy w swojej garderobie są tak cieniutkie (poza zimowymi), że o wełnie człowiek dowiaduje się czytając metkę.
Usuń