Strony

wtorek, 24 listopada 2020

343. Jeszcze trochę.

Od północy, od momentu, gdy próbowałam zasnąć, prześladował mnie ból zatok. I taką zastał mnie nad ranem mąż po powrocie z Północnej — z głową opatuloną w poduszkę, sapiącą z irytacji. W próbach zaśnięcia nie pomagały masy powietrza do późnego poranka przewalające się nam nad głowami. Nie było bardzo źle, pospałam pomiędzy pobudkami, but still thumb down.

Odnowiłam licencję programu antywirusowego do której system i telefony od nieznajomych ponagłały mnie już od miesiąca (no żebycie się nie zesrali; instalacją zajmę się jutro). Po raz kolejny płacąc kartą kredytową miałam doświadczenie takie, że sugerowano mi przewalutowanie jako bardziej opłacalne, a gdy z niego zrezygnowałam okazało się, że bank chciał mnie po prostu rąbnąć na kilkadziesiąt centów. Ziarnko do ziarnka, jak mniemam. Licencja jest na rok.

Najweselsza myśl z dzisiaj (poza tym, że Fred mnie kocha) jest taka, że za miesiąc o tej porze dojdzie do zimowego przesilenia i dnia zacznie przybywać. Doba od ósmej do czwartej doskwiera mi, więc cieszę się na tę myśl. Bimbamy jak rozespane koty, chleba w domu brak, ale załatwimy to jutro, gdyż dzisiaj rzeczywistość za progiem jest zbyt okrutna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.