Strony

sobota, 7 listopada 2020

326. Zimowe kapcie.

Właśnie w nie wskoczyłam. Niby ciepło, ale nie ma się co oszukiwać. Mój spacer był po tym, jak wrócił Fred, dzisiaj naprawdę późno (9:40) i skonany. Z kolorów dominuje jasna szarość przez którą prześwieca trochę słońca, w wieś wpływają strzępki morskiej mgły. Kochany, śpiący teraz jak mops, zrobił małe zakupy spożywcze, więc dzisiaj darujemy sobie wieczorny wyjazd do miasta — niczego nam nie brakuje.
___
edit o poranku dnia następnego: nie działo się nic takiego poza tym, że mąż wstał wieczorem i zrobił swojej leniwej żonie późny obiad. W głośnikach pierwsza płyta Voo Voo. Gadaliśmy, ale my zawsze gadamy, nawet trochę o polityce zagranicznej, bo ogłoszono nareszcie, po wielu dniach, że wygrał Biden. Nie znam go, więc raczej cieszę się z porażki Pomarańczowego, bo to daje nadzieję na schyłek rodzimych cudaków. Anne w końcu może odetchnąć z ulgą — nasza jogo-wege sąsiadka z pewnością nie jest letnia, poglądy ma wyraziste i czekała na ogłoszenie oficjalnych wyników ze starganymi nerwami.

2 komentarze:

  1. Ja będę musiał wieczorem jeszcze się przejść do sklepu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My dopiero dzisiaj, leniwie zbieramy się do wyjścia na dwór.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.