Strony

wtorek, 3 listopada 2020

322. Rześki poranek.

Właśnie wróciłam z godzinnego marszu do plaży i z powrotem, pogadałam z kotem i dałam mu drugie śniadanie (czekał na mnie grzecznie w domu, choć zostawiłam mu otwarte okno), a teraz czarna herbata z miodem. Policzki mam nadal zmrożone, pomimo oślepiającego słońca w powietrzu jest odczucie mokrego chłodu i poranna deszczówka krzepnie na chodnikach. Nad morzem pustki, statki przy wejściu do rzeki czekają na przypływ, dziwna konstrukcja na północno-wschodnim horyzoncie nadal stoi w tym samym miejscu, a morze wyrzuca świeże, jeszcze niewypolerowane piaskiem muszle, takie jak ta:

__ 
edit o poranku dnia następnego: tego dnia po spacerze porozmawiałam też dłużej z tatą i babcią, która tęskniąc rozsądnie mówi, żebyśmy nie myśleli o przyjeździe, bo zaraza. Pod wieczór, oglądając niezbyt porywający webinar SWPS-u o słowiańszczyźnie, wyprasowałam co nieco; Fred załapał się akurat na końcówkę rozmowy, z drobnych przyjemności mogłam mu zrobić obiad. Jest bardzo wyczerpany zmianą czasu pracy. Może dzisiaj będzie czuł się lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.