Z ważniejszych wiadomości: około południa była w naszej części Europy awaria Googla z przyległościami (oprócz poczty nie działał youtube i blogspot), na koronawirusa zmarł cioteczny brat ojca Freda, a do urzędu pracy przekazałam moje zainteresowanie pewnym stanowiskiem.
Wieczorem, pod wpływem informacji o śmierci Piotra Machalicy (też korona), zapragnęłam obejrzeć polski film z czasów ostatnich podrygów peerelu. W taki sposób zapoznaliśmy się z pierwszą odsłoną Adasia Miauczyńskiego, Domem wariatów (1984) Koterskiego. Zupa pomidorowa też była.
I siekiera też była, choć to nie Smarzol majstrował. No, ale film z roku Siekiery (1984).
OdpowiedzUsuńChowanie siekiery po nocy ... Koterski mówił w wywiadach, że postać Adasia to takie dłubanie w sobie samym, rozliczanie się z różnymi etapami życia. Stąd rodzice z "Domu wariatów" są prawie tacy sami jak rodzice z "Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Ale ten film jest bardziej ponury od kolejnych, nadzieją jest wyjazd do psychiatryka.
UsuńKoterski był wtedy czynnym alkoholikiem, czyli nie brał odpowiedzialności za swoje życie na siebie. Stąd też nadzieję był psychiatryk. "No zróbcie coś ze mną i pomóżcie mi, bo nie wiem o co chodzi", jak w piosenkach pisanych przez Ryśka Riedla.
UsuńTo zawsze jakiś początek może być. Nie zawsze, bywa, że lekcję trzeba powtórzyć.
Usuń