Od rana z okna obserwowałam, jak po dniu przerwy sąsiedzi z sukcesem kontynuowali stawianie płotu.
Anna przyniosła Fredowi w prezencie hiszpańską lawendę.
Martwił mnie dzisiaj kot, który dopiero po południu zjadł pierwszy posiłek, a poza tym większą część dnia spał w sypialni. Ożywił się na wieczór, może to więc tylko poświąteczna depresja.
Pogodowa bardzo chłodno i kwiecień plecień, do tego stopnia, że w pewnym momencie spadł na ogródek grad wielkości jaglanki. A my pomiędzy herbatami, posiłkami i tuleniami zalegamy w domu i czytamy, każde ze swoją książką w dłoniach i nogami na tapczanie/krześle. Skończyłam wywiad z Bartoszewskim autorstwa Michała Komara (Świat Książki, 2006). Nagromadzenie nazwisk i informacji, mam drugą część, ale na razie zajmę się czymś innym.
U mnie pogoda jak e kalejdoskopie dosłownie. Rano śnieg, a potem wyszło cudowne słońce, a na wieczór znowu spadł śnieg!
OdpowiedzUsuńRzeczywiście oglądałam śnieżne relacje z wielu miejsc w Polsce :)
UsuńJednak życie blogerskie istnieje :)
OdpowiedzUsuńMoże ciut oszczędniejsze niż kiedyś, ale jest i to cieszy :)
Zostali ci, którzy naprawdę lubią pisać ;)
Usuń