Rozmowa z Lorejn trochę mi rozjaśniła w temacie biurokracji. W zasadzie do tego stopnia, że od razu zadzwoniłam do mojego ostatniego pracodawcy w Polsce, żeby załatwić referencje i potwierdzenie lat przepracowanych w zawodzie. Rozmawiałam więc z Agą, spikniemy się na rozmowę w poniedziałek (przy okazji dzwonienia spłoszyłam nadobną panią Zosię, której się przedstawiłam innym nazwiskiem, co ją kompletnie skołowało)
Po południu przez prawie godzinę nie było światła, na szczęście naprawili je szybciej niż początkowo zapowiadali. Ponownie wróciłam do Złego. W zasadzie nie wiem dlaczego czytam tę książkę z takimi przerwami. Jako kryminał sentymentalny nie jest zła, powinnam przez nią galopować, tymczasem po odłożeniu nie zauważam, gdy robi się z tego tydzień. Fred wrócił z Waterford wcale nie tak późno, ale jutro znowu długa podróż przed nim, więc już śpi. Miałam czytać, działać, grzebać w papierach, ale chyba po prostu idę się przytulić.
Jak coś nie wciąga, to nie wciąga i już. Być może nie masz akurat odpowiedniego nastroju na taką lekturę :)
OdpowiedzUsuńDzisiaj chwyciło :)
UsuńTo dobrze. Szybciej skończysz i nie będziesz wzbudzała we mnie wyrzutów sumienia, że mam tego Tyrmanda kupionego i wepchanego gdzieś między książki, nawet nie wiem gdzie, bez przeczytania :D
Usuń