Lektura została dokończona przed śniadaniem (słowotok, sztuka ominięć, topografia miasta, świadectwo epoki). Marudzę, a potem w ciągu dwóch dni czytam ponad połowę ksiażki, tak to ze mną jest. I dopiero gdy jest przeczytane, robię jajecznicę.
Lista zakupów w Woodisie: łubin Red Gallery, żurawka Shanghai, biała szałwia omszona, lawenda Hidcode, Fred bardzo chciał coś na żywopłot, więc dwie skimmie Olimpic Flame oraz zupełnie zaschnięta aukuba, która może ożyje (jutro oboje pracujemy, więc będzie to wszystko posadzone w weekend). Poza tym same dobre rzeczy, w tym powidła śliwkowe, gdyż wieczorem razem z Marillionem piekłam naleśniki.
Po naleśnikach siedzimy i słuchamy muzyki. W Unu Perfectu (1982) pierwsza piosenka, przypisana Hołdysowi, ma refren zerżnięty ze Stop Children What's That Sound Buffalo Springfield.
Może nie zerznięte, tylko silnie zainspirowane? :)
OdpowiedzUsuńNie czuję potrzeby usprawiedliwiania Hołdysa, zapisałam jeno obserwację zjawiska ;)
UsuńAle ja tylko tak, bez myśli usprawiedliwiania. Hołdys i Perfekt to nie moja muzyka. W tej, której słucham (barok głownie) zapożyczenia były chlebem powszednim i chyba nikt nie widział w tym niczego złego :)
UsuńNawet nie wiem, czy Perfect to moja muzyka. Lubię słuchać starszych polskich płyt rockowych, teraz np. "Świnie" (tam też Hołdys).
Usuń