Między dwunastą a czwartą miało nie padać. Tego dnia obudził nas deszcz i kot bardzo mokry przy śniadaniu. Po jedenastej ruszyliśmy w okolice granicy z Północną. I było tak, jak zaplanował mąż. Wzięliśmy Aś do samochodu, i od małego parkingu przy Maccans Bridge powędrowaliśmy Greenway pieszkom do miasta, przez zamek Jana, potem do domu Aś naokoło przez Ghan Rd. Na końcu tej przygody w nagrodę czekała nas kwaśnica, najpyszniejszy stek jaki w życiu jadłam i truskawki na deser.
Wróciliśmy samochodem przez górki. I zalegamy prawie milcząc, bardzo kontenci.













I ptaszek ci tak ładnie zapozował :)
OdpowiedzUsuńRudziki są bardzo terytorialne, podejrzewam więc, że to była walka na spojrzenia o płotek na którym siedział. Podeszłam do niego na 30 cm.
UsuńTa Kobieta, czyli As, umie gotowac. Ta salatka i stek wygladaja oblednie.
OdpowiedzUsuńPrawdę rzekłaś. Obiadu nie było w planach, ale daliśmy się namówić w 2 sekundy, bo faktycznie nasza gospodyni gotuje wspaniale.
Usuń"Nieustające wakacje", tak powiedziałaś tego dnia. Zawsze się uśmiecham i robi mi się ciepło na sercu, gdy tak określasz nasze życie.
OdpowiedzUsuńLubię z Tobą chodzić, wiesz? :D
Usuń