Wczoraj wyjazd tylko po chleb, w drodze powrotnej jechaliśmy za naszą małą toyotką, która z kopyta zasuwała pod górę. Wiało. Mieliśmy ochotę na Czarną żmiję II (odc. 4). Krótko rozmawiałam z mamą (w Polsce ciepło, mama ma chyba uczulenie na słońce). Ogólnie dzień był rozlazły i pod hasłem wczoraj było fajniej.
Dzisiaj kontynuacja nastroju, chociaż przynajmniej się wyspałam i wstałam około dziewiątej. Brak poczucia kierunku utrzymuje się tym bardziej, że Fred wyjechał tuż przed południem do pracy pozostawiając mnie w domu owiewanym wiatrem, ze stukającymi drzwiami od łazienki. Bogowie, już trzynasta?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.