Półtorej godziny jogi yin o poranku przez zoom, na jajecznicy bez chlebka (Fred musiał pojechać rano do Lidla, żeby go kupić). Więc pierwszy większy posiłek to Fredowy żurek z chlebem, po południu, bo czas, kap kap kap, przecieka mi, gdy się tulam, rozmawiam o festiwalach piosenki żołnierskiej w czasach PRL-u i innych takich. Nadal nie mam dzisiaj połera. Leniwie gapię się jak Bernadette wszywa koronki do swojego nowego projektu.
Fred zadzwonił do brata, złożyliśmy mu życzenia. Długo Wu nie słyszałam, a w zasadzie nigdy nie słyszałam go w tak dobrym nastroju, gdy wiadomo przez słuchawkę, kiedy rozmówca się uśmiecha. 45 minut to niezły wynik. Na tapecie urodziny, choroba, yerba, szczepienia (Wu będzie miał za tydzień drugie dziabnięcie Pfizerem). Podbudował mnie ten kontakt.
Wyjechaliśmy potem po chusteczki, a wracając z Drołdy Fred skręcił jeszcze na niebieską plażę. Pogoda była dzisiaj naprawdę letnia, tylko ja, jak ten dzik, przez większość dnia zalegałam w domu. Spacer był. I góry na Północy ledwo widoczne, jak namalowane akwarelą. Anna zapukała wieczorem, bo wyłączyła swoją Nokię i potrzebowała pomocy z ponownym włączeniem, więc jej powiedziałam o wszystkim, że Fred mnie rozpieszcza (znowu pół dnia gotował, tym razem fasolkę po bretońsku), i że no power.
Zatoki mam zaglucone, i nie mam nastroju. Wiem, co będzie, rozmowy nocne z Kochanym i klikanie, kaptur od szlafroka naciągnięty na głowę, jak u tego gościa z Gwiezdnych Wojen.
U mnie była w niedzielę sąsiadka po kilka liści geranium, bo ucho ją zabolało, a geranium ponoć (jeśli wierzyć babcinym receptom) pomaga w takich wypadkach.
OdpowiedzUsuńAnginka :) Gdybym miała trochę więcej miejsca w domu, miałabym zakątek z kwiatami doniczkowymi, które znam z peerelu: geranium, monstera, wężownica, aloes, dracena, zielistka, grubosz, fikus beniamina ...
UsuńNa te zatoki to tylko antybiotyk!
OdpowiedzUsuńW przypadku nawrotów niewiele daje.
Usuń