Obudził nas o świcie wrzask wrony, a domyślamy się już co taki wrzask może oznaczać — Rysio wprawdzie wrócił (bardzo późno) na noc, ale o wczesnej porze okno znów było dla niego otwarte, jak nic więc spór terytorialny.
Poszłam sama na plażę, gdy Fred pił pierwszą kawę (kończąc rundkę zauważyłam na dużym drzewie rosnącym za sąsiadką wronie dziecko dokarmiane przez rodziców). Po śniadaniu małżonek wziął się za wysadzenie starej paproci, wyrównywanie granicy trawnika i wysiew na tej granicy próbnej łączki, ja za przycinanie zeschniętych części lawend i obiad (łosoś z rozmarynem pieczonym w folii, pyszny). W głośnikach Tattoo (1973) Rory'ego (przydałby się jakiś t-shirt z jego podobizną "na Polskę"). Dzień niezbyt gorący, ale piękny, oficjalne prognozy podobnie jak wczoraj zapowiadały przelotne opady, których się nie doczekaliśmy (na horyzoncie od strony lądu pojawiały się brzydkie chmury, ale wiatr od morza załatwiał sprawę). Pod wieczór pojechaliśmy do Ka&Jot (zawijając po drodze na plażę), na rozmowy i opychanie się bananowymi babeczkami. Szło nam tak dobrze, że na film nie starczyło już czasu. To pierwsza od kilku miesięcy wizyta u przyjaciół, ich chłopaki rosną jak na drożdżach. Lockdown be gone.
Annagassan.
Wieczór w ogródku u Ka&Jot.



Lubię ptaki, ale wron w sąsiedztwie bym raczej nie chciał.
OdpowiedzUsuńTo piękne i bardzo mądre ptaki. Właśnie znowu odprowadziły Rysia pod dom :)
UsuńI ja do samych wron nic nie mam. Byle gniazdowały gdzieś daleko :)
UsuńMieć w ogrodzie kruki, to by dopiero było :D
Usuń