Słoneczny dzień za oknem, w pracy zerkałam za firankę motywując Deana, żeby robił, co ma robić. W trakcie południowej przerwy zjadłam sconesa na ciepło i słuchałam z Kochanym nowego wydania (1999) Stop Making Sense Talking Heads (mam ją nadal w głowie). Podobno za tydzień Centrum się otwiera i żegnaj labo.
Pracę skończyłam o godzinę wcześniej i pomogłam Fredowi w wysadzeniu wszystkich chaszczy (wrzosów/wrzośców, macierzanki, żurawki, zawciąga), które nawet od poprzedniej niedzieli czekały w chwilowych doniczkach na swoją kolej. Dość mocno wiało i mordowanie się z glebą niekoniecznie było przyjemnością, ale przy pomocy przerwy na obiad z deserem daliśmy radę. Gdy po siódmej dumni z roboty nawijaliśmy z Anną o sprawach ogrodniczych, Ryszard przyczaił się w ogródku Anne i złapał wróbla z którym nieopatrznie wybrał się w naszą stronę. Nieopatrznie, bo ucapiłam niedoszłego mordercę, co tak go zaskoczyło, że otworzył paszczę i wróbel pofrunął ku drugiej szansie. Jeszcze parę razy opowiem tę historię sąsiadom (Anne już wie).
Tymczasem kot właśnie wrócił na nocleg, choć ciemność za oknem pachnie wiosną. Fred też w łóżku, próbuje złapać kilka godzin snu (jutro wstaje o trzeciej nad ranem). Z Talking Heads w zwojach jeszcze chwilę posiedzę w świetle lampy.
Miło tak godzinę wcześniej pracę skończyć
OdpowiedzUsuńZdarza się od czasu do czasu, bo młodzież i tak musi pracować nad tekstami sama.
UsuńJa na razie wyniosłem tylko donice z geranium na balkon. Może jutro, jeśli pochłodnieje, wyjdę do ogrodniczego po pelargonie.
OdpowiedzUsuń