Strony

poniedziałek, 24 maja 2021

524. 144/21.

Morze było dzisiaj spokojne. Wyszłam na spacer po dziewiątej rano. Dwa statki wypłynęły z portu na Boyne, na plaży trwała lekcja jogi, mijali mnie staruszkowie dreptający w wodzie na bosaka i Cyklop ze swoim psem.

W tym czasie podjechał już pod dom gość z ESB wymieniający liczniki na urządzenia nowej generacji. Pan zaszedł najpierw do Judżina, i przyszedł do nas akurat, gdy wróciłam ze spaceru. Fred musiał w tym czasie wyjechać, żeby zgłosić w housingu ten nieszczęsny odpływ. Gdy był już na miejscu okazało się, że urząd jest zamknięty, więc i tak zgłoszenie awarii trzeba było zrobić zdalnie. Napisałam maila, potem na wszelki wypadek zadzwoniłam. Gdy już sprawa została zgłoszona na dwa sposoby, wzięłam się za zmywanie naczyń (w łazience), ale przy końcówce podkusiło mnie, żeby sprawdzić jeszcze raz jak bardzo zapycha się odpływ. Działał. Kiedy się naprawił, nie wiadomo. Powróciliśmy do cywilizacji.

Fred wykorzystał poobiednie popołudnie na odkurzenie wiertarki i zamontował kilka wieszaków na kapelusze, trzy pojedyncze i drewnianą listwę made in India z pięcioma haczykami. Kapelusze i szale pięknie sobie teraz wiszą. A jeszcze Kochany mi mówił, że w polskim sklepie (bo ogóreczki małosolne) pytano go, gdzie żona. Panie niby tak niezobowiązująco dzień dobry, a wszystko widzą i analizują.

Z teściową pogadanka na wieczorny deser (nie wspomniała o szczepionkach!). Coś mi romantyzm po kościach chodzi, więc jestem już po prysznicu i grzeję odnóża pod kołderką. Będę sobie klikała, piła zieloną herbatkę i nasłuchiwała jakie kawałki muzyczne Mężowski puszcza w kuchni.

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.