poniedziałek, 21 marca 2022
825. Pierwszy dzień wiosny.
Balansowanie na drabinie, wycinanie żonkili z papieru, lunch w Moorlandzie (shepherd's pie), przed drogą na przystanek wizyta w Waterstones, żeby powąchać książki — po tym wszystkim wróciłam z miasta na wieś wcześniej niż pierwotnie zakładałam zaczepiając jeszcze po drodze Ethana i Katlin. Kochany zaskoczył mnie swoją obecnością, już wrócił z Belfastu i siedział w kuchni w samych gatkach czekając, żeby dostać buzi i pójść spać. Obiad był po ósmej (mnie też zmorzyło, leżakowaliśmy aż do zachodu słońca). Dziwny dzień, dość sympatyczny, w części lewitujący, bo zatoki znowu się odezwały i mam teraz w głowie kaczy puch. Przypomniałam sobie moim kaczym puchem, że dwa tygodnie temu minęła kolejna rocznica Fredowych oświadczyn i złożyłam mu gratulacje z okazji podjęcia świetnej decyzji. Chciałam dzisiaj poćwiczyć, ale mam siłę tylko na trawienie steka. Jutro zrobię to, co zamierzałam zrobić dzisiaj, a nie zrobiłam, bo nie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O! Czyli Fred też nie pamiętał o rocznicy i nic w prezencie nie kupił. Może teraz się poprawi i nadrobi :D
OdpowiedzUsuńOboje zapomnieliśmy a Kochany był tego dnia w innej części wyspy :D
Usuń