Aś miała covida. Już nie ma, zresztą covid (podobnie jak sąsiadkowy) leciutki. A skoro nie ma, to informujemy ją o naszych pragnieniach wędrownych, które staną się ciałem, jeśli nie zakichamy się i nie zaplujemy po tym Patryku.
Po śniadaniu wygmyraliśmy się bowiem do Drołdy zobaczyć paradę, która nie była tak duża, jak się spodziewałam, ale byli szkoccy kobziarze z hrabstwa Down i ukraińskie flagi. Ludzi multum, jak na Temple Bar. Pogoda względna, byłam ubrana w owcę na owcy, więc nie odczuwałam zimna, niemniej podwiewało.
Fred zaparkował samochód na Shamrock Villas, wracając tam z parady szliśmy przed rodziną mówiącą po czesku, w której monologowano prostymi zdaniami o tym, co Ukraińcy dostają za darmo. Podobno w pubach 2-3 piwa dostają, po czem interlokutor próbował pobudzić połowicę swą do matematyki zadając jej pytanie ile by to było piw, gdyby odwiedził 10 pubów. Dopiero, gdy rodzina nas wyminęła zauważyłam, że najpewniej byli Romami. Spojrzeliśmy z Fredem po sobie ... strasznie jest wykluczający ten nasz język wielokrotnie złożony; ludzie, którzy nas podsłuchują, muszą przeżywać męki.
Spacer paradowy niespodziewanie mnie zużył, po obiedzie wybrałam się na drzemkę i przespałam przynajmniej godzinę. Obudziłam się w sam raz na rozmowę z Kaś Matką Kotom, która powoli przenosi się do nowego mieszkania. Rozmawialiśmy też z tatkiem i tak jak zleciało do późnego wieczora, więc miałam w głowie miejsce tylko na lżejszy film. Padło na Szablę od komendanta (1995), ale za obopólną zgodą przerwaliśmy brnięcie do końca (wymiękłam przy pierwszej dłużyźnie). Kolski ma dziadygowe poczucie humoru, a to jeden z jego słabszych filmów.
Za oknem cicha pełnia, o zmierzchu ptaszki gadają romansowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.