Tłusty Czwartek ma swój odpowiednik w Dniu Naleśnika. W związku z tym na lunch zjadłam jednego pankejka z ciasteczkowym smarowidłem.
Fred był już w domu, gdy czekałam na autobus powrotny. Kartofle obrane, kaczuszka do piekarnika, w odtwarzaczu prezent Fredowy dla mnie, Wariacje Goldbergowskie nagrane w 1981 przez Glenna Goulda, w zremasterowanej wersji (2004). Ale małżonek nieprzytomny, kaczuszki nie dopieka, potem dzwoni z życzeniami urodzinowymi do kuzyna zamiast do brata. No i tak ... śpiący książę już pod kołdrą, bo inaczej jutro (a zrywa się w środku nocy) paluszków się nie doliczy. Poza rozmowami o sytuacji na Ukrainie, dzień spokojności.
Dzień naleśnika. Super. Uwielbiam naleśniki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Trochę inne są, niż te, które ja robię, mniejsze, grubsze i na sodzie, ale jeden można zjeść :)
UsuńWariacje Goldbergowskie są dobre jako tło do drzemki :)
OdpowiedzUsuń