Dojeżdżamy do teściów (co ja mówię, wyskakujemy z ulgą na nielegalnym przystanku mając dość jazdy z Lublina wyboistym poboczem) przed piątą. Wchłaniamy obiad i udajemy się do garażu, tam już czeka na nas samochód teścia, który sprawdzamy czy działa. Sprawdzamy w taki sposób, że jedziemy do hotelu, żebym mogła poznać jedną z cioć. Idziemy z nią po zmroku do Okrąglak Cafe, gdzie zjadam wielkiego gofra. Po powrocie do mieszkania jest nas razem pięciu, trochę rozmawiamy, pora na sen.
środa, 30 marca 2022
Postscriptum #834.
Bardzo komfortowo, ludności na pół samolotu. Za to potem zaiste powrót do macierzy — w autobusie jeżdżącym przez lotnisko (nr 5) nie działa kasownik na kartę, a pociąg zdezaktualizowano już jakiś czas temu, obecnie stoi sobie w tym miejscu dworzec widmo; taksówkarz grubiutki i miły, złotych sześćdziesiąt jeden; bus prowadzony przez znajomego pana taksówkarza złotych dwadzieścia dwa; od widoków pseudodworków i innych architektonicznych maszkaradeł po drodze oczy krwawią.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
61 zł to u mnie chcą za 20 km. A przynajmniej zeszłą jesienią tylko tyle chcieli.
OdpowiedzUsuńTo raczej nie było 20 km, ale byliśmy bardzo zdesperowani.
Usuń