Strony

wtorek, 12 lipca 2022

938. Hedoniści.

Do odgłosów jeży chrumkających w ciemnym ogrodzie przeczytałam pierwsze 50 stron Podróży ludzi Księgi. Ryszard zjawił się dopiero nad ranem, razem z powracającym z pracy Fredem. Dzisiaj do pracy, o poranku nad głową moją chmury o nazwie Asperitas. Cały dzień szary i zaduch taki, że pot ścieka po plecach.

Kochany wybył na prześwietlenia, nie CT, ani MRI, tylko medycyna nuklearna. Scyntygrafia? Nie jestem pewna, ale coś z izotopem. W Dublinie trochę mu zeszło, przyjechał do Drołdy o czwartej. Już mieliśmy zbożny pomysł zjedzenia obiadu we własnym domu i nawet byliśmy w Lidlu, zaczęło się od klopsików wołowych, rozciągnęło na kupowanie w sklepie sportowym kijków do chodzenia po górach dla Freda, i wyszło na to, że pojechaliśmy zobaczyć, czy Borzalino jest otwarte. Nie było, co tak mnie rozżaliło, że spod Borzalino udaliśmy się na piechtę do Il Forno. Kochany zjadł makaron, ja wzięłam pizzę z karczochem, której trochę zostało na wynos, na jutrzejsze śniadanie. Naprawdę mamy dobre intencje i chcemy żyć skromnie. Na końcu poklepałam męża po brzusiu zasłoniętym różową koszulą i poszliśmy jeszcze do polskiego sklepu, żeby nakupić herbat.

Jest podnieta czwartkiem. Aś już mi zaraportowała, że leap karty do niej przyszły i można sobie w głowie planować, gdzie jedziemy i co robimy. Tymczasem Anne przez messenger zapytała, czy mogłabym zaopiekować się we wrześniu jej kotami (tylko przez kilka dni). Jasne, że mogę. A na razie kończę wtorek, jeden rozdział, potem spać.

3 komentarze:

  1. Herbata to chyba ostatnie, co by mi się kojarzyło z polskim sklepem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwięcej kupujemy (chyba) kruchych ciastek z dżemem. Poza tym Fred kupuje kiełbasy (z Liszek bardzo dobra), czekolady, ja małe paszteciki pomidorowe, ogórki małosolne i liściastą herbatę zieloną.

      Usuń
    2. A jednak, jeśli chodzi o herbatki smakowe, mieszanki herbat zielonych, melisy, mięty, owoców, Polacy mają większy polot od tradycjonalnych Wyspiarzy. Chociaż..., rzeczą bez której nie mógłbym się obejść, a jest nie do dostania w Irlandii (poza polskimi i litewskimi sklepami) jest CHRZAN. Irlandczycy preferują okropny erzac zwany sosem chrzanowym, który nawet na festyn do Sitna się nie nadaje.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.