Głównie w głowie, przez co spałam kiepsko. Fred był w domu, więc mógł w tym uczestniczyć np. dowożąc mi klucze od schowka pozostawione przeze mnie wczoraj w marynarce. Po pracy odłączyło mi prąd i tutaj znowu pojawia się mąż-superbohater, który zrobił obiad. Wieczorem była rozmowa z dr Pierzastą m.in. o Bessarionie (mądrego człowieka aż miło posłuchać) — czekałam na nią wertując papierzyska zupełnie bez sensu, ale najważniejsza sprawa to taka, że mam nad czym pracować, bo temat niegłupi się ustabilizował mojej magisterki. Teraz trzeba ją jeszcze napisać. Na razie słuchamy Jimmiego Hendrixa, Fred robi sałatkę tuńczykowo-Fredową.
___
edit 23:15 Kamień spadł mi z serca, naprawdę. Jemy Fredową sałatkę, słuchamy Rory'ego, czekamy, kiedy Ryszard Kot wróci ze zbyt długiego spaceru.
piątek, 4 listopada 2022
1054. A turbulent day for no reason, really.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jak się zapatrujesz na zgłaszanie... hmmm... literówek? Bo masz jedną poważną w drugim zdaniu. Chyba, że to specjalnie ma tak być, a ja czegoś nie załapałem z tym dowożeniem kluczy.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, zapatruję się bardzo pozytywnie. Zazwyczaj przy dłuższych tekstach proszę Freda o przeczytanie i zgłoszenie. A tą zauważyłam 3 minuty temu, gdy wstałam ze świeżym umysłem. Poprawiłam i pomyślałam sobie, że też zauważyłeś 😁
UsuńTo zauważenie nie jest takie oczywiste. We własnych wpisach często dostrzegam różne wpadki dopiero po opublikowaniu tekstu.
UsuńMnie się zdarzyło znaleźć babola kilka miesięcy po opublikowaniu tekstu, więc nic mnie już nie zdziwi. Kiedy pisałam ręcznie, nie robiłam błędów, ale sytuacja się pogorszyła, gdy zostałam nauczycielką ;)
Usuń