Wyspałam się, pierwszy raz w tym tygodniu. Dopiero kocia łapa obudziła mnie przed dziewiątą, kiedy już czułam, że mogę wstać bez zmuszania się. Cały dzień mżyło lub lało. Rano umyłam włosy i wzięłam się za pisanie różnych tekstów od czasu do czasu przerywając sobie gadaniem z Fredem (o wszystkim, bo wiadomo, tematyki fluktuują).
Ka nie wypoczął w tym tygodniu i mi tego tłumaczyć nie musi; zamiast wieczornej wizyty u przyjaciół (ponownie odłożonej) zaraz po obiedzie pojechaliśmy do Drołdy, najpierw do centrum miasta, żeby pod parasolem przejść do Czarnej, wypić kawy, tulać się, poślumpać w sklepach w Lorensie, potem przejechać do TK Maxxa (szukałam prezentu dla Freda, in vain) i Tesco (jutro na śniadanie będzie guacamole z kolendrą). Kochany kupił Banshees na dvd, bo im rura zmiękła i zeszli z ceny. Po powrocie, piąty odcinek Drogi, ten z wątkiem Pawlaka & Kargula. Sama nie wiem, niektóre rzeczy nagle przestały mnie śmieszyć, widzę tylko dziaderstwo do kwadratu. A w głośnikach Gaby Kulki Hat, Rabbit (2009); faktycznie, tak jak mnie wcześniej Fred uprzedzał, bardzo słychać inspirację Kasią Krzaczek.
Poza tym ... podczas gdy niektóre daffy już przekwitają, Bella Visty się otwarły w tę szarą pogodę:

A u mnie pod blokiem dopiero przebiśniegi porządnie rozkwitły. I jedna marna kępka fioletowych prymulek.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, prymulki dały czadu podczas mojej nieobecności. Te nowe są na razie marniutkie (wzięłam je z półki śmieci do wyrzucenia), ale mają sporo miejsca, więc powinny się szybko ogarnąć.
UsuńMacie tam u siebie cieplej. U mnie pod blokiem żonkilom dopiero zaczęły się żółcić pąki.
Usuń