Ponownie piękny, jasny świt i podwózka do miasta z małżonkiem, który śmigał w tym samym kierunku. Dzień nieco napięty (głównie z powodu pracy elfa, bo myślałam, że coś źle zrobiła, tymczasem błąd nie leżał po mojej stronie), w związku z tym samym punktem mało czasu dla mojego własnego projektu pt. magisterka. Dostaliśmy od mamy życzenia na Dzień Dziecka (mama wstawia je na FB konsekwentnie dla nas obojga od kilku lat), zresztą tatko też zadzwonił z tematem (akurat byłam w pracy). Do domu wracam późno, Fred jeszcze później. Oboje cieszymy się, że kwitnący łubin przyciągnął wielkie trzmielowe stado.
Z Martaszką jest chyba źle, znowu dostałam od niej niepokojącą wiadomość tekstową brzmiącą jak mania prześladowcza. Zastanawiam się co robić w tej sytuacji (nie znam w zasadzie nikogo z jej bliskich, nie ma ani kogo zapytać, ani z kim poważnie porozmawiać).
Martaszka wróciła do Polski?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, właśnie nie. Jest gdzieś w mieście i wysyła bardzo dziwne sygnały.
Usuń