Rano zapomniałam zabrać z tylnego siedzenia samochodu dżinsową kurtkę, ale w ciągu dnia nie było ani minuty, żeby się mi to to przydało. Skończyliśmy szychtę wcześniej, Fred przyjechał po mnie samochodem nadal rzężącym (Kochany chciał go dzisiaj zostawić u mechanika, ale mechanikom chyba też jest gorąco i pierdolą) i od razu wróciliśmy do domu. Zanim mąż zaczął robić obiad, siedzieliśmy jeszcze chwilę przed domem. Anna Emerytka w końcu wyszła na dwór, noga za nogą przywlokła się do Katlin, więc chwilę rozmawialiśmy. Bardzo słabo wygląda, widać, że sensacje sercowe mocno jej dokuczyły (jest lepiej, jest lepiej, mówi, ale nadal pali). Aż Ryszard przyszedł się z nią przywitać. Poza tym, cóż. Roztapiamy się, choć trochę to może śmieszne przy 24 stopniach. Kochany podlewa ogródek. Noc nie zapada.
U mnie straszliwa burza miała podlewać i demolować całą okolicę, ale skończyło się przed chwilą na kilku odległych grzmotach i pięciu minutach deszczu.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, u nas burza zapowiadała się od południa, ale tylko trochę pokropiło i na tym koniec ekscytacji.
UsuńNigdy nie widziałam białych nocy. Zrób zdjęcie, albo sfilmuj! Ale 👌 super!
OdpowiedzUsuń@MaB, u nas też nie ma białych nocy, ale dzień jest niesamowicie długi i niesamowicie się mi to podoba.
Usuń