Pobudka o ósmej (matko, nie kop kota, śpi się), śniadanie, dwie godziny pracy z excelem, spacer nad morze (odpływ, wszędzie wala się morska sałata), kręcenie się wokół własnej osi bezładnie dość (co innego kot, ten śpi do czwartej po południu). Postanowiłam obejrzeć coś "pod prasowanie", ale żadna godna uwagi polecajka nie była dostępna w sieci i nie wiadomo kiedy Gdzie jest trzeci król (1966) z Łapickim okazał się strawną opcją (zawsze się mi ilość króli myli i kto podkładał komu, poza tym nafochana i wymalowana Jędrusik drażni mnie coraz bardziej). Na obiad pierogi z polskiego sklepu. Emocje spłycone (powinnam się martwić, że deadline'y, a tu tylko oczko lekko pyka). Kochany mój dzielnie próbuje przetrwać ten tydzień (akuratnież śpiewa pod prysznicem). Z pozytywów: wiem, co będzie jutro na obiad (gulasz z czymś + ogórki małosolne).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.